<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>admin@ediso.pl &#8211; Waldek Olbryk</title>
	<atom:link href="https://waldekolbryk.com/author/adminediso-pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://waldekolbryk.com</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 13 Feb 2025 11:48:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/cropped-android-chrome-512x512-1-32x32.png</url>
	<title>admin@ediso.pl &#8211; Waldek Olbryk</title>
	<link>https://waldekolbryk.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>TEAM WORK</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/team-work/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 16 Apr 2024 09:03:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=729</guid>

					<description><![CDATA[Pomagajcie sobie nawzajem i rozwijajcie się – dobrze komunikowane cele mają niesamowitą moc dla pracy zespołowej. Pozwólcie swojemu zespołowi pracować, zapewniając jedynie wsparcie z perspektywy helikoptera. Nie latajcie zbyt blisko!]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="aligncenter wp-image-731 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/heli.jpg" alt="" width="509" height="690" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/heli.jpg 509w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/heli-221x300.jpg 221w" sizes="(max-width: 509px) 100vw, 509px" /></p>
<p style="text-align: center;">copyright M. Blachon</p>
<p>Pomagajcie sobie nawzajem i rozwijajcie się – dobrze komunikowane cele mają niesamowitą moc dla pracy zespołowej. Pozwólcie swojemu zespołowi pracować, zapewniając jedynie wsparcie z perspektywy helikoptera. Nie latajcie zbyt blisko!</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-732 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/curlin_ok.jpg" alt="" width="650" height="433" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/curlin_ok.jpg 650w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/curlin_ok-300x200.jpg 300w" sizes="(max-width: 650px) 100vw, 650px" /></p>
<p>Dobra praca zespołowa polega również na określeniu celu wspólnych wysiłków. To świadoma podróż w kierunku uzgodnionego i zrozumiałego wyższego celu. W tym przypadku nasuwa się proste porównanie.</p>
<p>Curling. Każdy z nas w zespole powinien wspierać siebie nawzajem, niezależnie od ekspertyzy i pozycji. W zespołowej grze w curling, dobrzy zamiatacze są jednym z kluczy do wygrania meczu. Curling wywodzi się z XVI-wiecznego szkockiego sportu, opartego mocno na zasadach fair play. Praca zespołowa z odpowiednimi wartościami i podejściem to droga do wygrywania tych zawodów z trwałymi rezultatami.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-865 size-full aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/06-wo.jpg" alt="" width="602" height="408" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/06-wo.jpg 602w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/06-wo-300x203.jpg 300w" sizes="(max-width: 602px) 100vw, 602px" /></p>
<p><span style="font-weight: 400;">copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</span></p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-878 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/09-wo.jpg" alt="" width="598" height="545" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/09-wo.jpg 598w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/09-wo-300x273.jpg 300w" sizes="(max-width: 598px) 100vw, 598px" /></p>
<p>copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</p>
<p style="text-align: left;"><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-879 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/10-wo.jpg" alt="" width="588" height="427" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/10-wo.jpg 588w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/10-wo-300x218.jpg 300w" sizes="(max-width: 588px) 100vw, 588px" />copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Management by mathematics</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/management-by-mathematics/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 16 Apr 2024 08:56:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=720</guid>

					<description><![CDATA[Oto sześć opowieści o zarządzaniu napędzanym matematyką: proste równania, które każdy może przyjąć w zależności od sytuacji, albo po prostu rzucić jak kością. Więc niech m2 toczy się! Umiejętności przetrwania...]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-725 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/1mm2-768x493-1.jpg" alt="" width="768" height="493" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/1mm2-768x493-1.jpg 768w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/1mm2-768x493-1-300x193.jpg 300w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" /><br />
Oto sześć opowieści o zarządzaniu napędzanym matematyką: proste równania, które każdy może przyjąć w zależności od sytuacji, albo po prostu rzucić jak kością. Więc niech m2 toczy się!</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-724 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/1a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Umiejętności przetrwania = DQ x EQ x AQ  (Digital Quotient X Emotional Quotient X Adaptability Quotient) to są wszystkie niezbędne elementy, aby dziś żyć i rozwijać się. Aby stworzyć wartość tego równania, wszystkie czynniki muszą być obecne, inaczej produkt będzie równał się zero.</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-726 aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/2a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Ordinary + EXTRA = EXTRAordinary – small Małe rzeczy mogą robić różnicę, jeśli… są stosowane, testowane i korygowane na dłuższą metę. Ponadto, szczególnie dzisiaj, coś ekstra może pochodzić z różnych eksperymentów. Nie gwarantuje to sukcesu, ale wydaje się świetnym sposobem na naukę nowych rzeczy.</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-727 aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/3a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Mission possible = mission impossible – im (NO). Odejmując &#8222;im&#8221;, wszystko wydaje się być możliwe. Chodzi o odwagę, by nie robić rzeczy, w które nie wierzymy, lub po prostu tych, które nie tworzą wartości i tylko zużywają czas oraz zajmują nas. Miej odwagę powiedzieć NIE.</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-721 aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/4a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Potęgowanie jako równanie na ciągłe doskonalenie się. Jeśli założymy, że każdego dnia robimy te same rzeczy, różnica 1% mniej lub 1% więcej po roku wydaje się być fundamentalna.</p>
<p><img decoding="async" class="size-full wp-image-722 aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/5a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Odwrotność JA to MY, i może to również oznaczać INNOWACJĘ. Nawet jeśli wiele innowacji zostało stworzonych przez izolowane myślenie pojedynczej osoby, potrzebujemy całego zespołu, aby kontynuować i otrzymywać informacje zwrotne. Cytując afrykańskie przysłowie: Jeśli chcesz iść szybko, idź sam; jeśli chcesz iść daleko, idźcie razem.</p>
<p><img decoding="async" class="wp-image-723 size-full aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/6a-300x212-1.jpg" alt="" width="300" height="212" /><br />
Innowacja = kreatywność x działanie. Potrzebujemy nowych pomysłów, ale bez działania, wdrożenia lub testowania, możemy tylko marzyć. Aby stworzyć nową wartość tego równania, wszystkie czynniki muszą być obecne, inaczej produkt będzie równał się zero.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>DevOps w nieruchomościach?</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/devops-w-nieruchomosciach/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 16 Apr 2024 08:48:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=717</guid>

					<description><![CDATA[]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2c65e9"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row top-level"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p>To filozofia stosowana w firmach IT od ponad dekady. Zaczęła się od problemu: ludzie odpowiedzialni za rozwój aplikacji nie zwracali uwagi na koszty związane z… uruchamianiem tej aplikacji. Dodanie jakiejś funkcji powodowało zawieszenie serwerów, które nie potrafiły uciągnąć obliczeń z nią związanych. Aplikacja nie działała. Deweloperzy zwalali winę na ludzi od utrzymania serwerów, ci ostatni twierdzili, że nikt się z nimi nie umawiał na zwiększone obciążenie. Chaos (!)</p>
<p>DevOps każe sadzać pod jednym dachem ludzi odpowiedzialnych za rozwój (ang. development) oraz eksploatację (ang. operations) takiej aplikacji. Wkrótce dołączyli do nich także ludzie odpowiedzialni za jakość (ang. quality assurance). I mamy współczesne DevOps.</p>
<p>To teraz kreatywnie połączmy kropki i przenieśmy DevOps… do branży nieruchomości. Podczas mojego rozwoju zawodowego byłem po obu stronach: kiedy zaczynałem budując sieć stacji BP i kiedy współtworzyłem łódzką Manufakturę, byłem Devem. Ale to w Philips po raz pierwszy doznałem olśnienia. Wiąże się to z moją zmianą perspektywy, a może nawet i chwilową (jak wówczas myślałem) degradacją. Zostałem osobą … od utrzymania budynku. I to budynku, który jako menadżer projektu prowadziłem jako projekt aż do przeprowadzki całej organizacji. Zacząłem zbierać lekcje co działa, a co po prostu jest źle zaprojektowane, wymyślone czy nawet wykonane. Zamieniłem wydatki inwestycyjne z tzw ROI (return on investment) na koszt, który miałem za wszelką cenę zmniejszać, optymalizować. Z tą wiedzą rozpocząłem moją kolejną przygodę, tym razem ze Skanska, w ramach której po okresie development, oddawaliśmy w użytkowanie (operations) przestrzenie biurowe.</p>
<p>Od tej pory w każdej firmie stosuję filozofię DevOps – zestawiam ludzi odpowiedzialnych za budowę oraz użytkowników czy kompetencję utrzymaniową „w jednym pokoju”, dokładam specjalistów od jakości i… powstają niesamowite rozwiązania, niespotykane nigdy wcześniej.</p>
<p>Min. dzięki temu podejściu mogliśmy razem z Echo Investment rozpocząć realizację innowacyjnego pomysłu na dzielnicę mieszkaniową w Łodzi – nie byliśmy tam tylko deweloperem. Stworzyliśmy całe doświadczenie zrównoważonej dzielnicy. To właśnie jest pomysł razy działanie.</p>
<blockquote class="wp-embedded-content" data-secret="VDL6JZa9Pf"><p>
<a href="https://thereview.pl/fuzja_lodz_realestate_digital01/">Czego technolog uczy się od architekta. I odwrotnie</a>
</p></blockquote>
<p><iframe class="wp-embedded-content" sandbox="allow-scripts" security="restricted"  title="&#8222;Czego technolog uczy się od architekta. I odwrotnie&#8221; &#8212; Re:view" src="https://thereview.pl/fuzja_lodz_realestate_digital01/embed/#?secret=VDL6JZa9Pf" data-secret="VDL6JZa9Pf" width="600" height="338" frameborder="0" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no"></iframe></p>
<p><strong>DevOps w nieruchomościach &#8211; czyli kilka słów o pomyśle, przywództwie, zmianach w dzisiejszym świecie i czy ta innowacja ma szanse na powszechne wykorzystywanie w świecie nieruchomości?</strong> &#8211; nagranie podczas Innovation Leaders Meetup w Digital Real Estate.</p>
<p><iframe title="DevOps w nieruchomościach   DRE x Waldemar Olbryk" width="1080" height="608" src="https://www.youtube.com/embed/92HHjjO9OaU?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ludzie w centrum biznesu, czyli People to People</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/ludzie-w-centrum-biznesu-czyli-people-to-people/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Apr 2024 07:44:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=683</guid>

					<description><![CDATA[Pracując dla międzynarodowych firm z Anglii, Francji, Szwecji, Holandii a obecnie w ramach polskiej spółki - doszedłem do wniosku, który wydaje się być uniwersalny i niezależny od geograficznych czy kulturowych granic: w biznesie, niezależnie od jego skali i zakresu, zawsze chodzi o ludzi]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_685" style="width: 577px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-685" class="wp-image-685 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/helicos-canards-2.jpg" alt="" width="567" height="715" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/helicos-canards-2.jpg 567w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/helicos-canards-2-238x300.jpg 238w" sizes="(max-width: 567px) 100vw, 567px" /><p id="caption-attachment-685" class="wp-caption-text">copyright M. Blachon</p></div>
<p>Pracując dla międzynarodowych firm z Anglii, Francji, Szwecji, Holandii a obecnie w ramach polskiej spółki &#8211; doszedłem do wniosku, który wydaje się być uniwersalny i niezależny od geograficznych czy kulturowych granic: w biznesie, niezależnie od jego skali i zakresu, zawsze chodzi o ludzi. Ta prostota myślenia, zdawałoby się oczywista, często ginie w gąszczu biznesowych modeli i strategii. Jednak przez lata mojej pracy w środowisku Business to Business (B2B) umocniłem przekonanie, że właściwe zarządzanie relacjami biznesowymi ewoluuje w kierunku, który zawsze powinien być dla nas oczywisty &#8211; People to People (P2P).</p>
<p style="text-align: center;"><strong>B2B (Business-to-Business)</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong>to</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong>P2P (People-to-People)</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ewolucja B2B &#8211; od transakcji do relacji</strong></p>
<p>Tradycyjne podejście B2B koncentrowało się głównie na transakcjach i procesach. Chociaż nie można zaprzeczyć ich znaczeniu, to jednak w erze transformacji cyfrowej, gdzie sztuczna inteligencja, IoT i inne technologie zmieniają oblicze branż, podstawowa zasada biznesu pozostaje niezmienna &#8211; wszystko sprowadza się do ludzi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>P2P jako klucz do zrozumienia biznesu</strong></p>
<p>Zarządzanie relacjami to dynamiczny proces, który wymaga od nas nie tylko umiejętności technicznych, ale przede wszystkim otwartości i zaangażowania w cały proces. Zrozumienie siebie, lata budowania różnych relacji, porażki, uczestnictwo w wielu wspaniałych kursach takich jak np. Zbiór Wiedzy o Zarządzaniu Projektami (autorstwa Project Management Institute ®) pozwoliły mi wyodrębnić kluczowe zasady budowania dobrych relacji w zespole:</p>
<p><strong>Przygotowanie</strong> &#8211; zdobycie niezbędnej wiedzy, kontekstu danego zagadnienia, elementu projektu.</p>
<p><strong>Prostota</strong> &#8211; w komunikacji i rozwiązywaniu problemów, unikaj komplikowania.</p>
<p><strong>Słuchanie</strong> &#8211; aktywne słuchanie potrzeb i oczekiwań drugiej strony.</p>
<p><strong>Komunikacja</strong> &#8211; jasna, otwarta i regularna wymiana informacji.</p>
<p><strong>Praca zespołowa</strong> &#8211; budowanie zespołów opartych na zaufaniu, wartościach i wspólnych celach.</p>
<p><strong>Kreatywność</strong> &#8211; poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań wobec wyzwań.</p>
<p><strong>Odwaga</strong> &#8211; podejmowanie odpowiedzialnych decyzji, które nawet jeśli są trudne, wpływają pozytywnie na zespół i projekt.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W świecie, gdzie codziennie pojawiają się nowe wyzwania, niezmiennie ważne pozostaje, aby pamiętać o ludziach, z którymi pracujemy &#8211; bo to właśnie oni są kluczem do sukcesu. Specjalne podziękowania kieruję do wszystkich zespołów i szefów, z którymi miałem okazję pracować. Ich wpływ na moje zawodowe życie jest nieoceniony.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Andrzej Sieczkowski “Pejo” PL</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/andrzej-sieczkowski-pejo-pl/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Apr 2024 09:43:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=645</guid>

					<description><![CDATA[WO: Dzisiejsza rozmowa jest o tyle specyficzna, że jesteśmy w trochę innej rzeczywistości. Ostatnio rozmawiałem z Kajetanem Kajetanowiczem o tym, że ten okres wymaga zupełnie innych umiejętności. Zadam na koniec dwa, trzy pytania w tym temacie.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2c7dd4"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p>Andrzej Sieczkowski (Pejo) – muzyk, samouk, perkusista zespołu L.Stadt, właściciel restauracji Lokal i BUFFET w Łodzi. Z wykształcenia filolog języków słowiańskich. Z zespołem L.Stadt nagrał 4 płyty LP i zagrał kilkaset koncertów w Polsce i za granicą, w tym na Openerze, Męskim Graniu, Off Festival czy SXSW. Podczas naszej rozmowy poruszyliśmy takie tematy jak sukces i jego znaczenie, jak być filarem w zespole, o byciu restauratorem z artystyczną duszą oraz lekcjach życia.</p>
<p style="text-align: center;"><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-833" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/logo-P2V.jpg" alt="" width="261" height="277" /></p>
<div id="attachment_646" style="width: 1034px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-646" class="wp-image-646 size-large" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1-1024x667.jpg" alt="" width="1024" height="667" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1-1024x667.jpg 1024w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1-300x195.jpg 300w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1-768x500.jpg 768w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1-1536x1001.jpg 1536w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-A.-Sieczkowski-kolor-300-dpi-1.jpg 1920w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><p id="caption-attachment-646" class="wp-caption-text">copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</p></div>
<blockquote><p>
WO: Dzisiejsza rozmowa jest o tyle specyficzna, że jesteśmy w trochę innej rzeczywistości. Ostatnio rozmawiałem z Kajetanem Kajetanowiczem o tym, że ten okres wymaga zupełnie innych umiejętności. Zadam na koniec dwa, trzy pytania w tym temacie.<br />
Czy rozmawiam z muzykiem, czy ze sportowcem, to nasza rozmowa dotyczy tego, co jest słowem kluczem do całej historii – połączenia tego, co nas kręci, czyli pasji i tego, co jesteśmy w stanie wytworzyć dzięki tej pasji, czyli wartości. Z jednej strony mówimy o pasji, z drugiej o tym, żeby z tej pasji powstała wartość, która pozwoli nam budować coś dla innych, dla siebie, a jeśli mamy szczęście – również na tym zarabiać. Zakładam, że pewnego rodzaju umiejętności, które zdobywa się pracując jako muzyk, artysta lub sportowiec, w sposób trochę nieświadomy kształtują nasz kręgosłup do tego, żeby sobie lepiej radzić w każdej innej sytuacji. Te rozmowy zawsze skupiają się na tym jak to, że robimy, w co wierzymy i robimy to w taki sposób, w jaki chcielibyśmy funkcjonować również w czasie wolnym, wspiera nas w życiu zawodowym, rodzinnym, indywidualnym. Ja to nazywam wiedzą transferową, umiejętnościami transferowymi, które przenosimy między różnymi sektorami. Czy możemy na ten właśnie temat porozmawiać?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Tak, oczywiście.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Na początek, trochę na rozgrzewkę – <strong>sukces</strong>. Bo ja widzę znamiona sukcesu zarówno w Twojej działalności kulinarnej, jak i artystycznej. Gdzie widzisz jego źródło – w <strong>talencie czy raczej ciężkiej pracy typu pot, łzy i zaciskanie zębów</strong>?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Wydaje mi się, że to oczywiście <strong>łączy się ze sobą</strong>. Chociaż w przypadku muzyki jest to zdecydowanie talent. Jestem tego pewny w stu procentach, patrząc na osoby, z którymi się spotkałem. Głównym założycielem zespołu, który współtworzę, jest Łukasz, który jest osobą wybitnie utalentowaną – umie pisać piosenki, dobiera odpowiednie składniki. A ja ten zespół współtworzę i to daje pozytywny wynik. Trudno powiedzieć, czy to jest pot i łzy. Wychodzimy po prostu z założenia, że czasem trzeba się skupić i pewne rzeczy przepróbować, przetrawić i przejść. Tak jak w przypadku sportowca, który musi codziennie trenować, żeby osiągać wyniki i być coraz lepszym. W przypadku muzyki jest tak, że można połączyć parę rzeczy ze sobą i nagle dochodzi się do jakiegoś efektu. Czyli <strong>bardziej mówimy o wytrwałości.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli praca, czasami ciężka praca, ale bardziej chyba wytrwałość. Rozumiem, że ważna jest osoba, która narzuca pewien pomysł, ale istotny jest również przypadek?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No tak. Myślę, że <strong>przypadek, bądź też szczęście, rzeczywiście pomaga</strong>.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Tak, ale przypadki trafiają się różnym ludziom. Co wpływa na sposób, w jaki je konsumujecie bądź materializujecie? Bo części osób mogą się przytrafiać, ale nie wiem, czy każdy potrafi je wyłapać i potem z nich skorzystać. Czy macie jakąś metodę na określenie – to jest dobre, to jest złe. Nawet jeżeli Wam wyszło to przypadkowo.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Myślę, że jest to <strong>intuicja</strong>. Czujesz, że w tym kierunku powinieneś pójść. W moim przypadku, gdy pojawiła się możliwość współpracy bądź też grania, wynikała oczywiście z włożonej w to pracy i czasu, ale też z sieci kontaktów, która się wytworzyła. Jeżeli jest to dobre jakościowo, no to od tego właśnie wychodzimy, to jest fajne i dobre.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A były momenty zwątpienia? Bo myślę, że nie za każdym razem każdy pomysł jest znakomity. Wracamy tutaj do wytrwałości, otwartości. Na pewno w ramach tych efektów „wow” czy momentów „aha”, pojawiły się też momenty do bani.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>Zwątpienie zawsze się pojawia</strong>, w momencie, w którym się próbujesz przebić przez jakieś rzeczy i nagle się zastanawiasz, czy warto iść dalej. Ten proces odbywa się cały czas, szczególnie w sztukach artystycznych, muzyce czy sztuce. Tak naprawdę zawsze się borykasz z pytaniem czy to, co robisz, jest wartościowe i czy warto się z tym dalej przebijać. Czy może zmienić zawód.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli trochę podświadomie ta potrzeba ciągłego próbowania i wytrwałości jest związana z czymś, co ja nazywam pokorą – nie wiem, czy też tak byś to określił. Poczuciem, że ten sukces nie jest czymś trwałym.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No nie. Sukces jest generalnie, wydaje mi się, wypadkową wielu czynników. Byli sportowcy, którzy w pewnym momencie odnieśli sukces i potem słuch o nich zaginął, ale mają go na koncie mogą sobie powiedzieć: „Okej, zrobiłem to”. To jest jakiś przedział czasu po prostu, w którym możesz powiedzieć: „Udało mi się to zrobić, jestem usatysfakcjonowany, odnieśliśmy sukces”. I to niekoniecznie nawet wiąże się z aspektem finansowym, bo jak gdyby to są dwie różne rzeczy, które z tego powodu, że odniosłeś sukces, właśnie się stały. Wiadomo, że <strong>finansowa strona jest bardzo istotna, ale sukces może przynieść też inne efekty – zmieniłeś poziom w hierarchii społecznej albo się czegoś nauczyłeś, udało Ci się zrobić coś, dzięki czemu świat poszedł do przodu, albo udało Ci się stworzyć coś fajnego, co jest wartościowe i zostaje.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A jeśli pomyślisz o muzyce, to co, według Ciebie, przynosi największą satysfakcję – to, że świat poszedł do przodu albo udało ci się coś zmienić, czegoś się nauczyłeś? Czy może zarobiłeś ogromne pieniądze?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Niestety nie. Naszym <strong>największym sukcesem jako zespołu było to, że dzięki muzyce udało nam się zwiedzić trochę świata</strong>. To było super dla nas ważne. Marzenie o graniu koncertów i podróżowaniu, które jest dla mnie podstawową ideą grania, zostało spełnione. Zespół pozwolił nam na podróże, na zobaczenie czegoś fajnego, przeżycie czegoś fajnego, poznanie ludzi, zobaczenie świata. Byliśmy, widzieliśmy, zagraliśmy. To był swego rodzaju <em>life experience</em>, coś, co powoduje, że możesz sobie później śmiało odtworzyć to w pamięci, powiedzieć „było fajnie”. Nie poruszaliśmy się w zamkniętych czterech ścianach czy pomiędzy czterema klubami i to było wszystko, tylko raczej udało nam się z muzyką trochę osiągnąć i ta muzyka została w głowach ludzi, co jest też ważne. Czyli buduje jakąś więź, emocję, do dzisiaj. Produkt, który nam się udało zrobić, dzisiaj też wywołuje emocje.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Z jednej strony podróżowaliście, z drugiej cały czas chyba jesteście mocno związani z Łodzią?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No tak.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A co było największym wyzwaniem czy trudnością w osiągnięciu tego sukcesu, jeżeli go zdefiniujemy tak, jak mówisz, jako zwiedzanie, które jest efektem grania koncertów, a koncerty były dlatego, zakładam, że ktoś Was chciał i zagraliście muzykę, która – mówiąc trochę kalką z angielskiego – rezonowała nie tylko w Łodzi. Co było największą trudnością, żeby zostać właśnie takim „travelling band”? Byliście przecież na różnych kontynentach.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: My <strong>byliśmy takim zespołem, który przecierał szlaki pewnym instytucjom, ale też przecierał szlaki innym artystom</strong>, którzy dzisiaj już może dzięki temu łatwiej się poruszają po świecie. Byliśmy zespołem, którego fajnie pokazać po prostu na zewnątrz. Mieliśmy wsparcie instytucji kultury i to było trudne do zorganizowania.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli trochę trudności związanych z byciem pionierem w jakimś stopniu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No tak.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Ale myślisz, że to bardziej wynikało z tego, że nie wiedzieliście, że nie można, czy byliście tak skupieni na swoim, mieliście szczęście? Która trudność była uświadomiona, która nie? Jak to oceniasz z perspektywy?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: My ciągle może <strong>nie tyle uczyliśmy się na własnych błędach, ale szukaliśmy różnych rozwiązań, jak iść dalej.</strong> Raczej próbowaliśmy to robić własnym sumptem, chociaż oczywiście wiele osób nam pomagało. Trochę bardziej niezależnie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Taki <strong>start-up muzyczny</strong>.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Ale to powodowało takie trudności, że <strong>nie mieliśmy bufora albo jakiegoś parasola ochronnego, tylko raczej próbowaliśmy zrobić to sami</strong>. I sami używaliśmy własnych środków bądź też gromadziliśmy możliwości wsparcia, żeby zrealizować nasze cele.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A mieliście kiedyś moment, kiedy wróciliście ze swoich wojaży międzynarodowych, że musieliście komukolwiek udowadniać, że będzie ciąg dalszy tego sukcesu? Bo w którymś momencie człowiek – tak przynajmniej mówią – może stać się zakładnikiem swych osiągnięć.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Zespół jest złożony oczywiście z czterech gości, ja jestem jednym z nich. Główną osią napędową tworzenia jest Łukasz i Łukasz ma zdolność do pisania bardzo fajnych piosenek i przekazania tego, jak ta piosenka powinna brzmieć i wyglądać, ma do tego doskonały zmysł. Ale też jest tak, że wspólnie szukamy pewnych rozwiązań i zajmuje nam to dużo czasu. Jesteśmy takim zespołem, który nagrywa stosunkowo mało, bo <strong>cały czas nie do końca jesteśmy finalnie zadowoleni z efektów, które próbujemy osiągnąć.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Ale to nazwałbyś bardziej pokorą czy raczej ciągłym poszukiwaniem?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>Raczej poszukiwaniem</strong>, pokorą – nie za bardzo. Na zasadzie, że to może być jeszcze fajniejsze i lepsze, że można jeszcze spróbować się wysilić i zrobić coś lepiej, bo na razie to nie jest tak fajne, jakby mogłoby być.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Pamiętam taką historię, gdy Churchill został zaproszony do Harrow School i poproszono go, żeby wygłosił kilkudziesięciominutową przemowę. On wstał, stanął na mównicy i powiedział: „Nigdy, nigdy, nigdy, ale to nigdy się nie poddawajcie”. I zszedł.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Śmiejemy się, że jesteśmy już po czterdziestce i chociaż już się rzadko teraz spotykamy, to nie ma między nami czegoś takiego, że zespół nagle powie sobie „Okej, to już chyba wystarczy”. I każdy pójdzie w swoją stronę. Tylko zawsze jest tak, że gdzieś tam z tyłu głowy jest funkcjonowanie zespołu. <strong>Jest to ciągle nasz projekt życia, tak można powiedzieć.</strong> Nie mówimy sobie: „Dobra, zrobiliśmy karierę, no to w takim razie dzięki, do widzenia”. Na to jeszcze nie przyszedł czas. Wydaje nam się, że jeszcze miło ze sobą spędzamy czas i grając razem, wnosimy coś ciekawego i nowego. To, że pojawiamy się rzadko – bo teraz pojawiamy się rzadko – to inna sytuacja.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Zrozumiałem z wielu wypowiedzi, że Ty jesteś już nie perkusistą, tylko bardziej perkusjonistą. Ja zawsze miałem takie wrażenie, że w grze zespołu, pomimo, że jest lider, na przykład jest gitara i śpiew, to jak jedna osoba przestaje grać (gitara, bas albo śpiew), to jest dobrze, ale jak perkusja przestaje grać, to zalega niezręczna cisza. I z jednej strony wiadomo, że jest lider, który prowadzi, ale z drugiej strony, według mnie, perkusja jest swego rodzaju podstawą. Czy to, że grasz na perkusji, wynika ze świadomych bądź nieuświadomionych ról, jakie chcesz przyjmować w zespole?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Wydaje mi się, że <strong>zawsze byłem jakimś fajnym ośrodkiem, nie animującym, nie na froncie, ale wspierającym na tyle istotnie, że ten filar był potrzebny.</strong> Kiedy grałem w koszykówkę, to byłem rozgrywającym pomocnikiem czyli osobą, która rozdaje piłki, nie zdobywa może najwięcej, ale dzięki niej zespół zdobywa punkty. W muzyce działa ta sama zasada – poczułem, że nie mam, może nie tyle talentu, ale potrzeby, nie mam chęci grania na gitarze, grania solówek, pokazywania się i śpiewania, mój głos nie jest wyjątkowo rozśpiewany. Nie poszedłem w tym kierunku, tylko pomyślałem sobie „perkusja, super”. Kiedy miałem czternaście lat, kumpel pokazał mi, jak się gra na bębnach i wtedy właśnie poczułem, że to jest super sprawa, że to jest to.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy jako zespół możecie na siebie liczyć? Z tego, co mówisz, cały czas jest w was poczucie zespołu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: My teraz nie spotykamy się wyjątkowo często, żyjemy w różnych krajach. Ale jest tak, że jeśli chodzi o sprawy zespołowe, to nadal tworzymy grupę. Może nie spotykamy na gruncie prywatnym, te zażyłości każdy ma jakieś inne, ale składamy sobie życzenia na święta, dzwonimy do siebie na urodziny, tego typu rzeczy. Nie traktujemy zespołu jako rzecz, która była. Dużą część czasu spędzaliśmy ze sobą razem w trakcie podróży, więc jak już do czegoś dojdzie, to nie narzekamy. Co prawda śmiejemy się, że robimy się coraz starsi, po prostu już nie jesteśmy na tym etapie, że to trzydziestolatkowie sobie podróżują i jest super fajnie. Tylko po prostu każdemu życie się trochę inaczej układa, każdy ma inne doświadczenia. I jak gdyby to też powoduje, że ten zespół trochę inaczej funkcjonuje na rynku.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Chciałbym teraz przejść do innego świata, czyli świata restauracji.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Ciężki okres teraz.<em>( przypomnienie : jesteśmy w marcu 2020)</em>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Tak, jest teraz szczególnie ciężki okres, ale zanim ten okres przyszedł, podjąłeś decyzję, że chcesz prowadzić restaurację. Zanim powiesz skąd wziął się pomysł, to ciekawy jestem <strong>jaką rolę w niej odgrywasz</strong> – rozgrywającego czy może perkusisty? Gdy patrzysz na swój zespół kuchenny – kto jest solistą, kto jest liderem tworzącym piosenki, tutaj – potrawy? Czy to ty? Czy przez to, że przeszedłeś do innego biznesu, przyjąłeś inną rolę? To trzy różne pytania, ale też trochę przestrzeń dla Ciebie do opowieści.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: „Lokal” to pewien projekt, trochę więcej niż restauracja, a teraz nawet marka kulinarna, gastronomiczna. Pomysł na restaurację pojawił się, można powiedzieć, z przypadku, albo też ze szczęścia, bo poza różnymi kontaktami, zespół też się do niego przyczynił. Pewnego dnia spotkaliśmy się w grupie naszych znajomych, którzy lubią zespół i chcieli nam – czyli mnie i mojej żonie – w jakiś sposób pomóc w drodze życia. Powiedzieli: „Słuchajcie, my mamy trochę możliwości, wy macie fajną energię, co by było, jakbyśmy wspólnie otworzyli takie miejsce, które by łączyło galerię sztuki i klub muzyczny”. Miejsce, w którym mógłbym się spotykać ze znajomymi, grać albo realizować koncerty, w którym byłaby też gastronomia. No i żeby wszystko się spinało finansowo. Byliśmy wtedy, lub też ja byłem, w momencie poszukiwania swojego kolejnego swojego miejsca na ziemi jeśli chodzi o czas poza muzyką. Miałem trochę więcej czasu, bo skończyłem pracę przy festiwalu Łódź Design i rozglądałem się co dalej. Więc z parą przyjaciół, małżeństwem, stwierdziliśmy: „Jeżeli wy uważacie, że możecie spróbować nam pomóc, no to my kombinujemy i szukamy. Może to jest dla nas jakiś fajny sposób.” I tak się narodził „Lokal”. <strong>Wcześniej nigdy nie pracowałem w gastronomii.</strong> Wiesz, są takie osoby, które po prostu siedzą od początku w gastronomii, za barem, pracują jako kelner, barman, barista i marzą o własnej knajpce. Ja zawsze wychodziłem z innego założenia, obserwując życie we śnie, że fajnie byłoby mieć taką małą kawiarenkę, dla znajomych, podawać kawę, może przy okazji coś zrobić ciekawego, coś, co rozrosłoby się w galerię sztuki i organizację wydarzeń.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli to nigdy nie był koncept związany wyłącznie z gastronomią?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Tak, to była podstawa naszej działalności i przez parę lat udawało nam się to fajnie łączyć. <strong>Od początku postawiliśmy na dosyć wysoki poziom</strong>. Udało się zbudować taki zespół, że nagle się okazało, że ta restauracja przynosi również zyski. Widać było na rynku albo wśród ludzi, że oni tego potrzebowali.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy ty wiedziałeś, że oni tego potrzebują, czy to było raczej przypadkowe odkrycie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Otwiera się „Lokal”. Co to jest „Lokal”? Otwiera go ktoś, „Pejo”, Andrzej Sieczkowski. Ma to być knajpa, może jedzenie, może coś innego. <strong>Nagle na tym otwarciu, siedem lat temu, pojawia się prawie tysiąc osób. Mówię sobie: „Kurcze, co jest grane”. </strong>To nie jest otwarcie dla stu osób, które się spotykają, żeby coś zrobić, tylko duże wydarzenie o charakterze społecznym. Wiadomo, że potem się szybko pootwierały miejsca konkurencyjne. W efekcie „Lokal” też przeszedł pewną transformację.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy Twoje menu jest spójne z tym, co według Ciebie powinno się jeść? Czy nie dopuszczasz niektórych pomysłów? Jak jest z jedzeniem jako takim?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Staraliśmy się stworzyć coś takiego, co byłoby <strong>spójne z naszą ideą życia i zdrowego podejścia, i żeby jedzenie, które podajemy, było trochę artystyczne, ale też ciekawe.</strong> I to spowodowało, że „Lokal” do dzisiaj nie jest miejscem, o którym można powiedzieć, że ma komercyjną kuchnię, gdzie są sprzedawane burgery, makarony i pizza. To kuchnia, która wychodzi bardziej z pasji osób, które ją tworzą albo nadzorują. Tak jak wspomniałem, właśnie moja w tym rola jest taka, że ja szukam osób do współpracy. Tak jak w piłce nożnej – budujesz zespół, to szukasz napastnika, który będzie strzelał bramki, dobrego bramkarza, dobrego pomocnika. <strong>Szukamy właśnie takich trochę osób, i nawet jeśli nie potrafią gotować, to może uda nam się znaleźć coś, czego jeszcze na tym rynku łódzkim nie ma. </strong>To nam się w pierwszej odsłonie „Lokalu” udało zrobić zdecydowanie. To było coś, czego na rynku w Łodzi jeszcze nie było. „Lokal” prowadzili młodzi ludzie połączeni pasją. Ja zawsze starałem się i staram się do dzisiaj dawać w pewnych kwestiach dużą przestrzeń do działania.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Pomówmy o rzeczach nowych, o innowacji, o podejmowaniu ryzyka, które jest według mnie elementem zarówno działalności artystycznej, jak i restauracyjnej. Patrząc na dzisiejszy czas, ryzyko jest w ogóle elementem mocno obecnym w naszym życiu. Kiedyś powiedziałeś, że poprzez to, że korzystasz z małej ilości instrumentów, zmuszasz się do kreatywności w poszukiwaniu czegoś nowego. <strong>I te ograniczenia powodują, że siłą rzeczy musisz coś wymyślić. </strong>Myślę, że na rynku łódzkim jest to bardzo powszechne, ale czy to jest właśnie taka złota metoda na szukanie nowych rzeczy, czy może jedna z wielu?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>W tworzeniu muzyki wychodzimy od bardzo minimalnych rzeczy, takich jak właśnie grzechotka, ograniczenie liczby instrumentów perkusyjnych, rzeczy hałasujących, chcemy stworzyć jedynie podstawę tego wielopłaszczyznowego rytmu</strong>. Jeśli chodzi o restaurację, to też mamy ograniczenia techniczno-sprzętowe, z własnej woli stworzone, w taki sposób, żeby kreatywność osoby budującej kartę była jak najbardziej widoczna.<strong> Ograniczamy nasze pole tak, żeby coś stworzyć bardzo prostymi metodami.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Chodzimy płynnie między muzyką a jedzeniem. Czy jako dziecko grałeś na garnkach i na pokrywkach?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Pamiętam, że jako dziecko raczej skakałem po łóżku, muzyka na mnie działała energetycznie. Nie wydaje mi się, żebym miał zestaw perkusyjny z garnków. Ale na przykład fajne było nagrywanie na wideo naszych występów, takich na jakiś szczotkach zamiast na gitarach. Bawiliśmy się w nagrywanie wideoklipów.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Wydaje mi się, że artysta zawsze ma kłopot z ostatecznym zadowoleniem z dzieła. Bo zawsze pewnie można zrobić coś lepiej. Gdy wyobrażasz sobie udany dzień w „Lokalu”, to co musi się wydarzyć, żebyś na koniec dnia mógł powiedzieć: „Jestem uśmiechnięty, to był dobry dzień”.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: W restauracji, bez względu na liczbę gości, jak ktoś nam naprawdę powie miłą, fajną, rzecz albo przekaże, że polepszyliśmy mu humor, nastrój, że ta przestrzeń bądź też pobyt w „Lokalu” w nim coś zmienił …
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli wracamy do doświadczenia.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: … to jest super.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli trochę podobny rodzaj komentarza do tego, jaki można usłyszeć po nagraniu albo po zagraniu koncertu, po nagraniu dobrej płyty. A gdybyś miał wybrać: muzyka czy restauracja, co byś wybrał? I czy to w ogóle jest wybór?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Trudny to wybór, chociaż muzyka wywołuje we mnie większego rodzaju emocje. Restauracja jest miejscem spotkań i to jest super, to też jest potrzebne. To jest coś, co powoduje, że ja mam możliwość spotkania się ze swoimi znajomymi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli poprzez muzykę i kuchnię możesz tworzyć sieć ludzi, z którymi – nie chce zabrzmieć górnolotnie – <strong>budujesz pewnego rodzaju wspólnotę.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No tak, na tym to polega. Zespół też tworzy wspólnoty ze swoimi fanami, ale jest to bardziej na takiej zasadzie, że ty jesteś wyciągnięty jako muzyk, który jest na scenie. W restauracji idzie to w drugą stronę – ty gościsz kogoś u siebie i to jest część twojego domu. Ja to tak odbieram. Jak gdyby zapraszasz ich do siebie. Inaczej się otwierasz muzycznie na spotkania i wyrażasz swoją ekspresję na scenie, przekazujesz energię. W przypadku restauracji to ludzie dają tobie poczucie, że okej, fajnie tu jest, naprawdę czuję się dobrze, fajnie że się spotkaliśmy i wiesz, to jest twoja zasługa. Relacje idą w drugą stronę.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A czy budując bądź swoją rolę w zespole, zespół bądź restaurację miałeś jakiś wzór lub mentora, którego mogłeś się zapytać „co byś zrobił na moim miejscu”? Czy to może bardziej intuicyjne, wynik pracy organicznej i uczenia się na błędach?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Nie, nie mieliśmy żadnych wzorów. <strong>W przypadku gastronomii sami tak naprawdę nie wiedzieliśmy, w co się pakujemy.</strong> Więc nie wiedzieliśmy, czego się możemy spodziewać. Bo to miejsce nie tylko serwowało potrawy, ale też budowało ciekawe spotkania, ciekawe imprezy, wspólne przeżycia. To wcześniej nie miało miejsca w naszej społeczności w Łodzi. Na początku takim miejscem była częściowo kawiarnia „Owoce i Warzywa”, która nie tylko wychodziła z oferty czysto kawiarniano–gastronomicznej, czyli kawa, bar, alkohol, kanapki i ciastka, ale też proponowała coś więcej, kulturę, cały program. To na początku było w Łodzi bardzo pionierskie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Dochodzimy do odwagi w robieniu rzeczy, których nikt wcześniej nie robił, na zasadzie: „Spróbuję, mam wsparcie w ludziach, z którymi mogę to przegadać, uzgodnić, ale próbuję czegoś nowego”. Czy masz jakiś pomysł co dalej? Bo w międzyczasie jeszcze pojawił się Buffet, był też Format. Czy chcesz dalej próbować? Szczególnie teraz, kiedy sytuacja jest specyficzna. Ale może najpierw zadam pytanie czy miałeś pomysł zanim ta sytuacja związana z wirusem się wydarzyła?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: To jest walka oczywiście, o miejsce i o możliwość spełniania własnych pomysłów albo szukanie kolejnych, ciekawszych. Buffet czy poprzednie miejsca to były projekty krótkotrwałe. Zastanawiam się nad przyszłością w ogóle gastronomii w tym aktualnie dla nas wyjątkowo trudnym momencie, zaczynam myśleć dwutorowo: czy warto to jeszcze trzymać, bo jest to potrzebne, czy na przykład to miejsce przenieść, stworzyć coś zupełnie innego i ten projekt zamknąć, wykorzystać zdobytą wiedzę do czegoś innego.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli cały czas to jest droga? Pomysły są, kwestia jest pewnego rodzaju wiary kiedy będzie najlepszy moment. Czy ta odwaga w próbowaniu nowych rzeczy jest częścią DNA Andrzeja Sieczkowskiego?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>Śmieję się, że jestem muzykiem samoukiem, więc jakby nie do końca czuję się pełnowartościową osobą, która mogłaby samoistnie założyć band i grać tam pierwszą rolę.</strong> Zawsze byłem jednym z filarów ..
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Filar to mocne słowo
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: W przypadku grania dostawałem takie pozytywne słowa, że gdy się pojawiam, to dopiero nabiera życia. W przypadku restauracji też jest tak, że nie jestem biznesmenem, bardziej chcę coś ciekawego stworzyć albo przeżyć, niż zarobić. Stworzyć jakąś wartość w tym miejscu. Chciałbym, żeby przy kolejnych projektach ludzie sobie mogli powiedzieć „super, fajne”. Tak jak w przypadku zespołu. To nie jest zespół, który zdobył złotą płytę i odbębnił czterdzieści koncertów w Łodzi, w Wytwórni, tylko zespół, który nagrał taką płytę, która za 15 lat też będzie dobrze odbierana.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Albo zespół, który przetarł szlaki innym polskim zespołom, w South-Western w Teksasie. <strong>Bo chyba byliście pierwszą polską kapelą na SXSW?</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Tak. To była eksplozja albo drobny eksport polskiej kultury zagranicę. Rzeczywiście byliśmy takim zespołem, który w pierwszej kolejności był wysyłany. Zawsze sami staraliśmy się być zauważani, a instytucje nam pomagały. Bardziej myślę w takim kontekście, że szukam dla siebie takiego miejsca, żeby budować rzeczy, które zostaną komuś w głowie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Jeśli chodzi o zostawanie w głowie, to tak sobie myślałem: Lemmy Kilmister, niestety już pośmiertnie, miał drink „Lemmy” sygnowany przez Jacka Danielsa, Sammy Hagar ma produkcję tequili, Iron Maiden ma piwo Trooper. <strong>Czy kiedyś myślałeś o daniu o nazwie L.Stadt albo Pejo,</strong> ewentualnie jakimś drinku, zrobionym korzystając z twojego ulubionego, prostego, bardzo niepozornego instrumentu jakim jest shaker?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Nie, ja mam w miarę kontrolowaną słabość do alkoholu, nie jestem pełnej krwi rockandrollowcem, żeby zrobić drinka. <strong>Ale w karcie w „Lokalu” mamy coś takiego, co się nazywa „Napar Peja”. To jest mój napar – po prostu imbir z miodem i miętą.</strong>
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli akurat dobry na taki czas, żeby się rozgrzać i poczuć siłę.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: No więc właśnie. Wydaje mi się, że to odpowiedni napój na wzmocnienie. Ale nigdy nie miałem takich pomysłów. Bardziej myślałem o tym, żeby stworzyć markę, może jakiś napój typu Lokal albo L.Stadt. Bardziej w takim kierunku. Ale to są takie tylko dodatkowe rzeczy, nie podstawa.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy są momenty, zarówno restauracyjne, jak i zespołowe, których żałujesz i mówisz: „Trzeba było coś innego zrobić”? Rodzaj lekcji, która spowodowała, że potem podjąłeś zupełnie inne decyzje.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Trudno powiedzieć, bo to była droga. Wydaje mi się, że jako zespół mogliśmy w pewnym momencie pójść bardziej za ciosem, szybciej. Ale czy „szybciej” oznacza „lepiej”. Trudno to powiedzieć.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Nigdy nie będzie dwóch równoległych rzeczywistości.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Więc w zespole mogliśmy pewne rzeczy przyspieszyć. Baliśmy się podjęcia pewnych decyzji, co spowodowało potem, że trochę traciliśmy rozpęd.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: To ja w takim razie chciałbym jeszcze zapytać o jedną rzecz, patrząc na „Lokal” i na ekologię i pewnego rodzaju zasady, którymi się kierujesz w relacjach z ludźmi. Czy są jakieś zasady, które szczególnie ci pomogły w budowaniu tej przestrzeni, z którą ty dzisiaj się identyfikujesz? Czy jest coś szczególnego, co powoduje właśnie, że to jest twój taki barometr dobrych decyzji bądź kompas, który cię kieruje? Czy są jakieś wartości, które czasami cię stopują, ale czasami powodują, że właśnie to jest ta decyzja?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>Ja zawsze czuję, że taką wartością jest szczerość bądź też uczciwość.</strong> Jeżeli czujesz, że projekt jest wykonywany uczciwie, albo ma jakiś szczery, właściwy przekaz, gdy dajesz siebie, to przyniesie efekt. W skali makro czy mikro, zawsze wychodzę z takiego założenia, że to, co się robi, powinno być prawdziwe, wychodzić od ciebie. I wtedy, przy połączeniu szczęścia, przypadku i wytrwałości, to okaże się sukcesem.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli wracamy trochę do spójności z samym sobą czy wiarygodności.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: To te osoby, które są z sobą wyjątkowo uczciwe i szczere i potrafią pochwalić się jakąś taką wewnętrzną spójnością. Wiesz, niekoniecznie sukces musi być związany z karierą i jakimś aspektem stricte finansowym. <strong>Świat się chyba trochę przewartościowuje.</strong> Zobaczymy, jak będzie dalej.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Świat się przewartościowuje i dzisiaj Andrzej Sieczkowski siedzi w domu. Czego się teraz uczysz?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Wiesz, ten czas spędzamy w domu trochę na siłę. Ja teraz naprawdę wyjątkowo dużo czasu znajduję na różne rzeczy. To jest super po prostu, że to jest ten czas, że emerytura już mnie spotkała. Zaczynam myśleć o tym, że rzeczywiście gastronomia jest wyjątkowo pochłaniającą dziedziną pracy. Gdzie mnóstwo jest dodatkowych wyrzeczeń, musisz koordynować albo łączyć i ten proces jest mocno absorbujący. Traktuję pracę w gastronomii jako ciągłą walkę w jakiejś sytuacji kryzysowej.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Dla niektórych tak wygląda gra na perkusji – jak walka z sytuacją kryzysową, gdzie każda kończyna biegnie w swoim kierunku.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: A teraz zaczynam myśleć o tym, że właśnie zaczynam mieć nad pewnymi rzeczami więcej kontroli. Tak jak na przykład gra na perkusji. To o tyle jest istotne, że to właśnie ty trzymasz ten trzon i od ciebie zależy to, jak cały band będzie brzmiał.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO:  Masz doświadczenia z kuchni, doświadczenia z zespołu, doświadczenia z gry na perkusji. Czy Andrzej Sieczkowski chce coś przekazać swoim dzieciom?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: <strong>Ja teraz uczę mojego syna wytrwałości</strong>. On jest bardzo zniecierpliwiony i bardzo szybko oczekuje efektów, a mnie się wydaje, że właśnie ta wytrwałość i cierpliwość pozwoli mu osiągnąć sukces. I to co mi się też zawsze w moim życiu jakoś tam pokazuje, że ma największą wartość, ten proces czekania na pewnego rodzaju rzeczy i praca.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli mały krok do przodu jest zawsze lepszy niż nigdy nie wdrożona perfekcja?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
AS: Tak, można tak powiedzieć. <strong>Wychodziłem też zawsze z założenia, że jeśli się pewne rzeczy będzie popychało delikatnie do przodu, te wartościowe, to one w końcu wypłyną, wcześniej czy później.</strong>
</p></blockquote>
<p><b>Passion2Value</b><span style="font-weight: 400;"> To koncepcja rozmów i projektów oparta o łączenie pasji i wartości z różnych dziedzin. Pracując w konkretnym środowisku, ćwicząc lub szkoląc się w innych pasjach, na przykład w sporcie, muzyce, można nauczyć się czegoś jako dyscypliny akademickiej, wykorzystując szerszą wiedzę i umiejętności, które były wykorzystywane gdzie indziej. Równocześnie można tworzyć wartościowe rzeczy i jednocześnie dobrze się bawić.</span></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kettlebell – siła równowagi</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/kettlebell-sila-rownowagi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Apr 2024 09:36:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=639</guid>

					<description><![CDATA[]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2c9760"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p>Tę historię opowiedział Maciej Łuczak (<a href="http://trenerluczak.pl/" target="_blank" rel="noopener" data-saferedirecturl="https://www.google.com/url?q=http://trenerluczak.pl&amp;source=gmail&amp;ust=1716836711525000&amp;usg=AOvVaw1898ezDPT1sPX9yXnSOr56">http://trenerluczak.pl</a>), Mistrz Polski, trzykrotny Mistrz Świata w Kettlebell Marathon oraz trener personalny.</p>
<p style="text-align: center;"><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-833" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/logo-P2V.jpg" alt="" width="261" height="277" /></p>
<div id="attachment_640" style="width: 1034px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-640" class="wp-image-640 size-large" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-Luczak-Kettle-TT-kolor-300-dpi-1-1024x644.jpg" alt="" width="1024" height="644" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-Luczak-Kettle-TT-kolor-300-dpi-1-1024x644.jpg 1024w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-Luczak-Kettle-TT-kolor-300-dpi-1-300x189.jpg 300w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-Luczak-Kettle-TT-kolor-300-dpi-1-768x483.jpg 768w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Rys-Luczak-Kettle-TT-kolor-300-dpi-1.jpg 1400w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><p id="caption-attachment-640" class="wp-caption-text">copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jedna z zawodniczek powiedziała kiedyś, że kettlebell jest sportem, który tworzy poczucie, że nie tylko Twoje ciało zaczyna wyglądać jak Ferrari, ale także zyskujesz siłę, która przypomina mocny, niezawodny i wydajny silnik Ferrari. Jak odniósłbyś się do tych słów? Zgadzasz się z takim stwierdzeniem?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Dokładnie tak jest. Tylko, żeby to dobrze zrozumieć, trzeba zacząć trenować. Jest to na tyle kompleksowa aktywność, że nie ma elementu, który by w ciele nie pracował i niewątpliwie jest to praca na najwyższym poziomie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> To na czym polega trening w kettlebell?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Najważniejszy jest odważnik, czyli kula z uchwytem. Trening kettlebell to wszelkiego typu ćwiczenia balistyczne, ćwiczenia angażujące całe ciało. Tzw. rwanie kettla do góry czy podrzucanie kettla, nie odbywa się jedynie przy pomocy siły rąk, ale bierze się z siły całego ciała. Zawodnicy podrzucają go tak, jak ciężarowcy podnoszą sztangę. Oczywiście jest to opis bardzo ogólny, bez zagłębiania się w szczegóły.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jak wygląda dokładnie to podnoszenie? Gdzie jest odważnik – po środku, po prawej czy po lewej stronie? Bo wiem, że sztangę podrzuca się obiema rękami, a kettla podnosi się jedną ręką.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ: </strong>Jeśli mówimy o rywalizacji na poziomie zawodów, to wszystko zależy od konkurencji. Jest rywalizacja z dwoma kettlami, gdzie oba należy zarzucić na siebie, na wysokość klatki piersiowej, mając łokcie oparte o miednicę. W takiej pozycji podrzucamy kettle do góry, w taki sam sposób, jak ciężarowcy podrzucają sztangę, czyli podchodząc pod nie tak, aby maksymalnie odciążyć ręce.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Wszystko to wykonujecie jedną ręką?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, jedną ręką również. Robimy to jakby niesymetrycznie, angażując tylko jedną stronę ciała. W rywalizacji jest tak, że ręce można dowolnie zmieniać, wszystko zależy od reguł i przepisów obowiązujących na danych zawodach. Na przykład w konkurencji rwania, która trwa dziesięć minut, rękę można zmienić tylko jeden raz. Natomiast w konkurencjach długodystansowych, trwających pół godziny albo nawet godzinę, dozwolona jest zmiana rąk w każdym momencie, dowolną ilość razy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> W takim razie nasuwa się pytanie: co z bezpieczeństwem i kontuzjami? Gdy wyobrażam sobie trenowanie dużym odważnikiem, jedną ręką, to wydaje mi się, że łatwo można się przechylić, przewrócić albo coś sobie naderwać. Kojarzy mi się to z bardzo niebezpiecznym zajęciem.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Owszem, ale tylko to pozorne skojarzenie. Trening składa się z kilku etapów. Pierwszym i najważniejszym jest budowanie stabilizacji, nie tylko tej wewnętrznej kręgosłupa, czyli tzw. <em>core</em>. W skład <em>core</em> wchodzi też stabilizacja: barków, bioder, kolan i stóp. To wszystko, już na początkowym etapie, musi być opanowane do perfekcji. Jeżeli nie mamy <em>core</em>, czyli tej naszej wewnętrznej siły, wynikającej z napięcia brzucha i stabilizacji ciała, to jest tak, jakbyśmy mieli samochód, na przykład to wspomniane wcześniej, piękne Ferrari, ale z mało wydajnym silnikiem.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> To od czego trzeba zacząć ćwiczenia? Wracając do porównania – jak zacząć budować to Ferrari?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Musimy nauczyć się podstawowych elementów, na przykład czworakowania, czyli choćby takich ćwiczeń, które wykonują małe dzieci, gdy uczą się chodzić. Cała reszta to już później tylko budowanie, wchodzenie krok po kroku, szczebel wyżej i dalej.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Myślę, że warto przywołać genezę kettlebell. Rozmawialiśmy kiedyś, że nie jest to jeszcze sport popularny. Wiem tylko, że pochodzi z Rosji. Czy mógłbyś kilka słów powiedzieć skąd w tym kraju wziął się pomysł na tego rodzaju zawody? Podobno ta historia jest wyjątkowa?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> To prawda, historia jest dość ciekawa. Początki dyscypliny sięgają dawnych czasów, kiedy rolnicy używali kettla o wadze 16 kilogramów, czyli odpowiednika jednej pudy, do ważenia zboża. Pewnego razu zdarzyło się im poszaleć, oczywiście było to spotkanie zakrapiane alkoholem. Mężczyźni zaczęli się popisywać, kto lepiej taki ciężar udźwignie i podniesie. Po jakimś czasie przerodziło się to nawet w pokazy cyrkowe, następnie dołączono do nich element rywalizacji. W ten sposób dyscyplina się rozwijała, aż do organizacji zawodów. Oczywiście jest to historia opowiedziana w bardzo dużym skrócie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Podobno jeszcze jest ciekawy epizod ze służbami specjalnymi w armii rosyjskiej?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, około 1980 roku kettle zostały wprowadzone jako przedmiot obowiązkowy do szkół w Związku Radzieckim. Zauważono, że jeśli ludzie dbają o swój rozwój fizyczny, to stają się bardziej wydajni w pracy, cieszą się lepszym zdrowiem, a co za tym idzie, obniżają się koszty poniesione przez państwo na ich opiekę zdrowotną. Dlatego ten rodzaj aktywności został wykorzystany nie tylko w wojsku, w jednostkach specjalnych, ale ogólnie w militariach, jako podniesienie wydajności pracy żołnierzy. Niewątpliwie uprawianie tego sportu buduje niesamowitą wytrzymałość i odporność, pomaga radzić sobie ze stresem, ale także z wysiłkiem, który też jest w pewnym sensie stresogenny.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy to prawda, być może zdradzimy teraz sekret, że jest to absolutnie obowiązkowy sport dla specnazu rosyjskiego?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Nie wiem czy to tajemnica, ale tak, to prawda.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Na Twojej stronie internetowej jest napisane, że kettle to taka przenośna siłownia. Czy sport ten powoduje przyrost masy ciała, a jeżeli nie – to dlaczego?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Kettlebell lifting, czy w ogóle trening z kettlami, buduje ciało takim, jakie powinno być naturalnie. Tutaj nie ma mowy o nadmiernych przyrostach. Jeżeli mamy grupy mięśni, które są za mało rozbudowane w stosunku do tego, czego wymaga prawidłowa biomechanika ciała, to z pewnością braki te zostaną uzupełnione. Natomiast tam, gdzie tej masy jest zbyt dużo, to wszystko się zmniejszy. Ciało będzie wyrzeźbione proporcjonalne.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Z tego co mówisz, to bardzo istotna jest świadomość własnego ciała i to jest niewątpliwie rola trenera. Czy znasz zawodników, którzy ćwiczyli bez niego?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Oczywiście, znam takie osoby. Jednak moim zdaniem zawodnicy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kettlami, powinni robić to z udziałem trenera, a nawet dodam, że ze świadomym i mądrym trenerem. Profesjonalni zawodnicy, owszem, trenują sami, ale są to ludzie już świadomi swojego ciała, którzy mają wiedzę na temat biomechaniki, anatomii, budowania wydolności, metodyki treningu, a więc na pewno sobie nie zaszkodzą. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby osoba początkująca podnosiła taki ciężki sprzęt bez odpowiednich umiejętności. Tak, jak wspominałem, to jest najpierw budowanie stabilizacji, dopiero później poprawna technika, która jest dopiero kluczem do sukcesu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> W takim razie jak długo trzeba ćwiczyć, żeby dojść do poziomu, w którym może nie jest się jeszcze mistrzem świata, ale już zaczyna się odczuwać przyjemność i ma się świadomość, że praca z kettlem przynosi satysfakcję, zarówno na poziomie ciała, jak i sprawności?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Myślę, że stosunkowo szybko, ponieważ najtrudniejszym elementem jest budowanie tej świadomości i stabilizacji całego ciała, kontroli mięśniowej, i w ogóle szeroko pojętej kontroli.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Miesiąc? Pół roku? Dwa lata?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Myślę, że już po pół roku jesteśmy w stanie odczuć tego typu korzyści.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Ktoś kiedyś powiedział, że przy kettlach wypracowuje się równowagę. To trochę tak, jak w biznesie – siłą rzeczy jesteśmy wyrzucani z poczucia równowagi. Czy rzeczywiście tak jest?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak jest. Ta równowaga odnosi się do naszej fizyki. Z doświadczenia powiem, że kiedy przez kilkanaście lat trenowałem sporty walki, zawsze istniała kwestia przeciążeń, nierównomiernego rozkładu obciążenia. Często coś mnie bolało: najczęściej plecy, czasami pośladki, nogi albo nawet szyja. Kiedy zacząłem trenować kettlami, zapomniałem co to jest ból pleców, bioder albo bóle przeciążeniowe. W tym przypadku chodzi właśnie o symetrię pracy. A drugie odniesienie, ta kwestia mentalna czy bardziej, jak powiedziałeś, podejście biznesowe, to jest nic innego jak skupienie się na sobie, ciężka praca, konsekwencja w działaniu, a także efekty z niej wynikające.
</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Droga na szczyt</strong></h3>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jesteś mistrzem świata, masz liczne tytuły, chyba jako jedyny Polak zdobyłeś również tytuł „Master of Sport World Class”.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Już teraz nie jestem jedynym Polakiem, który może pochwalić się tym tytułem, ale faktycznie przez długi czas tak było.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jednak żaden sukces nie jest trwały. Jak radzisz sobie z poczuciem, że są młodsi zawodnicy? Czy Ty jeszcze musisz sobie coś udowadniać?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Nie. Myślę, że jestem na tym etapie, że nie muszę sobie już niczego udowadniać. Owszem, długo miałem takie poczucie, że musiałem za wszelką cenę być pierwszy, jedyny. Ale teraz wiem, że do tego się dojrzewa i ja już tę dojrzałość osiągnąłem. Mam za sobą kilka sukcesów, już nie muszę nikomu niczego udowadniać.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jak zapewnić sobie zwycięstwo? Kiedyś przeczytałem w pewnej książce, że potrzebne są cztery składniki: siła jako taka, wytrzymałość, wytrzymałość tej siły w trakcie zawodów, jak również–ku mojemu zaskoczeniu – elastyczność. Czy tak jest? Mógłbyś powiedzieć coś o każdym z tych elementów?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Według mnie elastyczność jest podstawą siły i wytrzymałości, ponieważ rozciągnięte ciało powoduje wzrost naszej wydajności i wydolności, choćby poprzez poprawę krążenia, a co za tym idzie metabolizmu mięśni. To jest absolutna podstawa. Siła również w pewnej części za to odpowiada, ale wytrzymałość oraz wytrzymałość siłowa to są kluczowe elementy, bez których to, co robimy na zawodach z kettlami, byłoby czymś mało realnym. Jest to naprawdę ciężka praca. Wymaga innej metodyki treningowej, ale jest to jeden z etapów treningu, bo w tych etapach mamy i przygotowanie siłowe, wytrzymałościowe oraz wytrzymałościowo-siłowe. A do tego wszystkiego należy nieustannie dodawać rozciąganie, stretching, a także mobilność.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czyli cały czas sięgasz prawą ręką do lewego ucha?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Staram się. (śmiech)
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy miałeś momenty kiedy coś Ci się zupełnie nie udało, odniosłeś największą porażkę i miałeś ochotę rzucić to wszystko? Jeżeli tak, i udało Ci się wrócić, to jak to zrobiłeś?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Momentów „upadków” było kilka. Jednym z nich był start na zawodach międzynarodowych we Włoszech, kiedy naprawdę byłem bardzo dobrze przygotowany, a w trakcie zawodów okazało się, że wystartowałem jakbym dopiero co, parę miesięcy temu, wziął kettla pierwszy raz w rękę. To jest sport, pomimo tego, że bardzo intensywnie trenujemy, jesteśmy tylko ludźmi i musimy mieć świadomość tego, że otoczenie, atmosfera, pogoda, stres, całodniowa podróż, zmiana czasu, mogą mieć wpływ na to, jak start będzie przebiegał. Ja wygrywałem dość często, ale przegrywanie też jest jednym z elementów, który dużo uczy i trzeba wyciągnąć z tej nauki wnioski. Mnie pomaga team, drużyna, która wspierała mnie w czasie przygotowań i podczas startu. Otrzymałem od nich takie wsparcie, jakie rzadko kiedy dostaje się po poniesieniu porażki.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> No właśnie, kettle podnosi się samodzielnie. Natomiast ile osób pracuje na sukces mistrza?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> To jest cały sztab ludzi. Ja akurat staram się trenować sam, ale to, że trenuję sam nie zmienia faktu, że potrzebuję życzliwych i mądrych ludzi wokół. Jedną z osób zawsze proszę, żeby mi podpowiadała co robię źle w trakcie startów, bo ja tego nie jestem w stanie na bieżąco wychwycić. Co do dopingu też istnieją pewne wymagania. Doping w przypadku mojego startu musi być ściśle określony, konkretny, rzeczowy, taki, który mnie nie rozprasza, a pozwala wyeliminować ewentualne błędy i o tym wszystkim otaczający mnie ludzie już wiedzą.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czyli to jest planowanie albo zwiększanie prawdopodobieństwa sukcesu poprzez dobieranie sobie odpowiednich ludzi wokół siebie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Oczywiście, że tak. Moim zdaniem dobór ludzi jest kluczowy. W Polsce mamy taką ekipę, że jak jedziemy na zawody międzynarodowe, to każdy z teamu jest – jak to się mówi – odpowiednią osobą, na odpowiednim miejscu. To też jest bardzo ważna składowa i element sukcesu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> W drodze na szczyt zawsze pojawiają się ludzie – mentorzy. Ktoś, kto Ci pomógł jednorazowo, bądź cały czas był przy Tobie. Czy mógłbyś powiedzieć kto szczególnie Cię zainspirował albo pomógł osiągnąć poziom mistrzowski?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Myślę, że cały zespół ludzi, z którymi pracuję oraz rodzina. Jest to całe środowisko kettlowe, osoby, które pomagają w przygotowaniu i organizacji. Nie chcę wymieniać ich z imienia i nazwiska, bo to naprawdę spora grupa. Ogólnie ludzie, którymi się otaczam, zarówno w środowisku kettlowym, jak i prywatnie, zawsze wspierają mnie w tym co robię i pomagają mi w tym, żebym nadal odnosił sukcesy na najwyższym poziomie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy można wygrać zawody przypadkiem?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Nie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Pytam, bo czasami w biznesie odnosi się sukces trochę tak, jak nagrywa się piosenkę, która staje się przebojem. A potem okazuje się, że to był zespół jednego przeboju. Czy są zawodnicy, którzy doszli do jakiegoś poziomu albo zwyciężyli trochę na zasadzie przypadku lub szczęścia?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Opowiem Ci swoją sytuację ze startu z zawodów na Litwie. W konkurencji, w której startowałem, prócz mnie i kilku innych zawodników na moim poziomie, był też jeden zawodnik ze światowej czołówki. W tamtym czasie znacznie lepszy ode mnie. Oczywiście ja nawet nie myślałem o tym, że mogę z nim wygrać. Okazało się, że wystartowaliśmy razem i on w połowie startu po prostu poddał się i odłożył kettle, ja dotrwałem do końca. Pobiłem wtedy swój życiowy rekord i ustanowiłem nowy rekord Polski. Spytałem później Arthura: co się stało? On odpowiedział: „spaliłem się psychicznie”. Takie nieprzewidywalne sytuacje również mogą się pojawić. Nie wiem czy był to przypadek, czy zaprocentowała moja ciężka praca, ale na pewno osiągnąłem sukces i zdobyłem dodatkowe doświadczenie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jim Collins, jeden z profesorów, wykładowców i guru od zarządzania mówi, że czasami trzeba być dobrze przygotowanym i liczyć na tak zwany „zwrot na szczęściu”. Tylko ci wygrywają, którzy są dobrze przygotowani, ale ten „zwrot na szczęściu” jest możliwy. Takie sytuacje też powodują, że – przynajmniej w moim wypadku – ta wytrwałość w byciu przygotowanym sprawia, że chce się człowiekowi chcieć. Natomiast, żeby dojść do jakiegoś poziomu pewne rzeczy robimy, ale również decydujemy się czego nie robić. Dlatego czasami się zastanawiam, co jest ważniejsze. Czy to, co robimy, czy decyzje czego nie robimy, żeby osiągnąć nasze wymarzone miejsce, cel, sukces w życiu prywatnym, zawodowym, bądź właśnie sportowym. Jak jest w Twoim przypadku?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> U mnie generalnie jest tak, że bardzo się skupiam na tym, co robię. Owszem, to, czego nie robimy, jest podstawowym elementem tego, co robimy. Natomiast trening zawsze był dla mnie na pierwszym miejscu. Nigdy nie kusiło mnie zarywanie nocy, alkohol lub jakiekolwiek rzeczy, które mogłyby obniżyć ten wypracowany już poziom. Natomiast gdzieś w sferze moich marzeń zawsze było to, do czego już doszedłem, ale tak naprawdę, to, co mam przed sobą też nie pozwala mi na to, żeby sobie już odpuścić.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> O to bardzo często pytam, szczególnie sportowców – talent czy ciężka praca?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Zdecydowanie ciężka praca.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Największe kompromisy, na które musiałeś pójść, żeby dojść do poziomu mistrzowskiego?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Myślę, że największym kompromisem była ilość czasu poświęconego na sport, kosztem czasu spędzonego z rodziną. To najtrudniejszy element tej całej układanki. Był taki okres, gdy startowałem po szesnaście razy w roku, w różnych częściach Europy. Wiązało się to nie tylko z brakiem czasu dla rodziny, ale także z inwestowaniem dużych nakładów finansowych w ten sport. Myślę, że to są dwie najistotniejsze kwestie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Napisałeś kiedyś, że kettle pomogły Ci poradzić sobie z sytuacjami nieprzewidzianymi. Wytłumacz mi, jak w „nudnym” podnoszeniu kettla mogą być sytuacje nieprzewidziane?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Podnoszenie kettla może wydawać się nudne chyba tylko dla widza. Zawodnik dobrze przygotowany ma ułożoną całą strategię startu, jest to: liczba powtórzeń na minutę, cykl oddechowy, rozluźnienie – napięcie, analiza, feedback. To nam daje obraz tego, jak jesteśmy wytrzymali, jak dobrze przygotowani, czy dobrze oddychamy, kiedy odczuwamy zmęczenie, kiedy rytm staje się zaburzony i jak możemy temu zaradzić. To jest duża wiedza pochodząca ze strategii startowej, krzywa, która stara się wyjść na zero do linii prostej, która walczy o utrzymanie równowagi. Uwierz mi, naprawdę nie ma w tym nudy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> W trakcie treningu, w trakcie zawodów, a szczególnie sportów siłowych i sztuk walki, pojawia się na pewno co jakiś czas ból. Jak jest w treningu z kettlami? Czy ból zwalcza się środkami przeciwbólowymi czy są też jakieś inne metody?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Nie, jeżeli mamy poprawną technikę i regularnie się rozciągamy, to nie powinno być z tym problemu, ból nie powinien zaburzać startu. Są oczywiście sytuacje, kiedy bolą nas mięśnie, ale jest to wynik ciężkiej pracy i zaangażowania, a także stresu związanego z zawodami czy treningiem. Nie spotkałem się z sytuacją w kettlach, żeby wydarzyło się coś tak poważnego, co wyłączałoby kogoś z uprawiania tego sportu.
</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Coś więcej niż tylko sport</strong></h3>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Przeczytałem gdzieś, że lepiej niż środkami farmakologicznymi, z bólem walczy się poprzez skupienie na własnym ciele i znalezienie jego prawdziwej przyczyny. Na ile Ty się utożsamiasz z taką opinią?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Jest w tym bardzo dużo racji. Jako fizjoterapeuta powiem, że oczywiście się z tym zgadzam. Natomiast ważne jest, żeby w trakcie treningu czy startu, nie dopuścić do jakiejkolwiek sytuacji przeciążeniowej, która mogłaby się objawić dużym bólem. Jest to po prostu nienaturalne.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Wróćmy do tematu, o którym mówiliśmy przy okazji trenowania, czyli do skupienia się na własnym ciele. Żeby je osiągnąć, to właśnie słowo „skupienie” pojawia się jako jeden z elementów, który – mam wrażenie – prowadzi nas do polepszania tego, co robimy. Jesteśmy atakowani, szczególnie w dzisiejszym świecie, całymi tysiącami, milionami wręcz informacji. Jaka jest Twoja niezawodna metoda na skupienie się?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Przede wszystkim dużo myślę, o tym jaki mam cel, jak ja to nazywam „trenuję w głowie”. Wszelkiego typu badania dowodzą, że to, co „robimy w głowie”, nawet niestosując ćwiczeń fizycznych, wpływa na nas tak, jakbyśmy te ćwiczenia fizyczne wykonali. Mam też zawsze wcześniej przygotowaną playlistę utworów, których słucham przed startem. Dzięki temu jestem w stanie się wyłączyć i skupić na zawodach.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy mindfulness, które obecnie funkcjonuje również w biznesie, czyli świadomość umysłu i techniki medytacyjne, są obecne w kettlebell?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, oczywiście. Ja nigdy nie zagłębiałem się w techniki mindfulness, ale wykorzystuję wizualizację, czyli trening mentalny, słucham ulubionej muzyki, żeby uzyskać efekt wyciszenie się. Stosuję to w praktyce, głównie przed zawodami, ale także na co dzień, w czasie treningu. Co ciekawe, parę lat temu, kiedy kończyłem swój pierwszy kierunek studiów: pedagogika ze specjalnością kultura fizyczna i zdrowotna, pisałem pracę magisterską na temat przygotowania mentalnego zawodników sportów walki, na przykładzie brazylijskiego jiu jitsu. Skłoniła mnie do tego bardzo ciekawa sytuacja. Dawno temu, przygotowując się do zawodów w brazylijskim jiu jitsu, trenowałem dwa razy dziennie, a przed zaśnięciem codziennie, przez okres około trzech miesięcy wyobrażałem sobie, jak walczę na zawodach, wizualizowałem sobie każdy szczegół. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia o treningu mentalnym, a odczuwałem lekką presję, bo trener pokładał we mnie duże nadzieje. Okazało się, że trzy walki na Mistrzostwach Polski były dokładnie takie, jak je sobie rozpracowałem wcześniej w głowie. Dlatego postanowiłem zgłębić temat i napisałem o tym pracę, wieńczącą moje studia.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czyli znowu wracamy do równowagi i pewnego rodzaju efektu – paradoksalnie, pomimo że kettlebell lifting nie wygląda naturalnie – to powoduje, że stajemy się bardziej proporcjonalni, zrównoważeni, zarówno cieleśnie, jak i psychicznie, w skupieniu i świadomości samego siebie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Oczywiście. Kettle są najbardziej uniwersalnym sprzętem, jaki do tej pory udało mi się poznać.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> A już masz w tej kwestii doświadczenie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, mam doświadczenie. Jeżeli używamy go w sposób umiejętny, prawidłowy i poprawny, to myślę, że nic lepszego nam do szczęścia i dobrej sylwetki nie potrzeba.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> To jakie nawyki zyskałeś dzięki treningom z kettlami? Mam wrażenie, że jeżeli mówimy o dużej precyzji i o samoświadomości ciała, to nie może się dziać bez pewnej refleksji, a ta refleksja z kolei powoduje, że musimy w sposób systematyczny myśleć o tym sporcie. Czy takie podejście do tego sportu było trudne czy łatwe w Twoim przypadku?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ: </strong>U mnie historia zaczęła się dość ciekawie. Zrezygnowałem z zawodowego trenowania sportów walki i szukałem dla siebie innej aktywności. Znalazłem kettle, przełamałem się, spróbowałem, zacząłem trenować i okazało się, że bardzo mi się to podoba. Spytasz dlaczego? Bo jest to praca indywidualna, trzeba się skupić, człowiek jest sam odpowiedzialny za to, co osiągnie. Sporty walki trenowałem ponad dwadzieścia lat, znam swoje ciało i wiem, ile mogę od niego oczekiwać i co mogę z niego „wycisnąć”. Dlatego w moim przypadku była to już tylko kwestia nauki techniki, a później jej szlifowanie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czyli znowu wracamy do samoświadomości, skupienia i słuchania samego siebie. Przypomina mi się jeden z cytatów Bruce’a Lee, bohatera mojego dzieciństwa, który powiedział, że osoba odnosząca sukcesy w sporcie może być absolutnie przeciętna, natomiast musi być mistrzem w skupieniu się na tym, co rzeczywiście robi. I trochę, jak tak opowiadasz, przypomina mi to właśnie trening kettlami, który według mnie z boku wygląda jak sport wyjątkowo ryzykowny dla ciała, a jednocześnie powodujący, tak jak mówisz, zarówno naturalny rozwój mięśni, jak i budowanie poczucia symetrii i równowagi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, dobrze to ująłeś. Dla laika może to wyglądać nienaturalnie, ponieważ są tam różne pozycje mogące sprawiać wrażenie niezdrowych i niefizjologicznych, zawodnik jest pozornie trochę przygarbiony. Ale pamiętajmy, że nie jest to nic złego, to jest pełen zakres ruchomości stawów kręgosłupa, ogólnie stawów barków, bioder czy kolan. To jest całkowicie naturalne od strony biomechanicznej organizmu, zwłaszcza, gdy wyrobimy w sobie odpowiednie nawyki, a nasze ciało nauczy się odpowiednich pozycji.
</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Od pasji do inspiracji</strong></h3>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> W jaki sposób motywowałeś siebie, żeby właśnie ten nawyk ćwiczenia utrzymać?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> U mnie akurat nawyk był wyrabiany od dziecka. Tak jak wspomniałem, ja od dziesiątego roku życia trenowałem sporty walki. Już wtedy była wtłaczana we mnie zasada systematyczności, więc nawyk pojawił się naturalnie. W przypadku osób trenujących, które chcą osiągnąć sukces, czy zajść wysoko w czymkolwiek, nie tylko w sporcie, systematyczność i nawyk jest czymś niezbędnym.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy jesteśmy w stanie trenować kettlebell lifting lub jakiekolwiek inne zajęcia z kettlami bez trenera?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Moim zdaniem jest to bardzo trudne wyzwanie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Trafiają do Ciebie ludzie, którzy chcieliby popracować z kettlami, często również osoby, które nigdy wcześniej nie trenowały. Co według Ciebie jest najlepszą motywacją, żeby takiego nawyku właśnie się nauczyć? Jak przeprowadzić taką osobę, żeby ten nawyk nabyła? Wiadomo, że on po pewnym czasie może przynieść znakomitą nagrodą, ale po drodze pojawia się wiele informacji zwrotnych, że robi się coś nie tak, to może demotywować?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Robienie czegoś niepoprawnie jest czymś naturalnym w procesie nauki. Jeżeli ktoś przychodzi pierwszy raz, nie może za dużo od siebie oczekiwać. Ja też za każdym razem tłumaczę, że to długotrwały proces. Każda nauka polega na popełnianiu błędów. Nie urodził się ktoś, przynajmniej ja kogoś takiego nie spotkałem, kto by od razu robił wszystko idealnie. Więc rozwój wiąże się z miesiącami, a czasem nawet latami, budowania tych nawyków i poprawnych zasad. To właśnie bazując na tym, osiągamy później większy lub mniejszy sukces.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jaką stosujesz metodę motywowania? Chwalisz podopiecznych czy raczej wyraźnie zaznaczasz czego robić się nie powinno? A może naprzemiennie? Jak ludzie to odbierają?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ</strong>: Nie jest to łatwe dla osoby ćwiczącej. Ja staram się tym żonglować – tłumaczę jak jest dobrze, a jak niepoprawnie, jak to wpływa na całokształt. Tłumaczę konsekwencje – co będzie w przypadku, gdy robisz coś źle, jaki niechciany efekt to przyniesie za pół roku, rok. A gdy robisz coś dobrze, to jakie będą twoje korzyści.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jaki jest Twój największy sukces trenerski?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Zawodnicy, których trenuję osiągnęli tytuły: mistrza Polski, podium mistrza Polski, a nawet podium mistrzostw Europy i mistrzostw świata. Jednak przede wszystkim pokonali własne słabości.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Prowadzisz zajęcia z bardzo różnymi osobami. Czy był ktoś, kto Cię zaskoczył techniką albo informacją, co osiągnął dzięki treningowi z kettlami? Czy jest ktoś, kto przyszedł i powiedział: „dzięki temu, że zacząłem trenować kettle, udało mi się to albo to”? Może ktoś uzyskał coś więcej niż bardziej umięśnione ciało i lepsze samopoczucie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, powiem ci nieskromnie, że spotykam się z tym na co dzień.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Co to jest? Co mówią ludzie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Dzięki sportowi i treningom ze mną ludzie osiągnęli lepsze efekty w pracy, wykształcili w sobie systematyczność i konsekwencje w działaniu, nauczyli się tego, że trzeba być wytrwałym w tym, co się robi. Tak naprawdę sukcesem trenerskim jest to, że praca, którą wykonuję, czyli bycie trenerem personalnym i grupowym, przynosi mi i moim podopiecznym dużą satysfakcję. Takie efekty to jest naprawdę najlepsza zapłata.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> A jakie cele sobie jeszcze stawiasz? Co byś chciał osiągnąć jako sportowiec w przeciągu najbliższych dziesięciu lat?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Jako sportowiec chciałbym być cały czas w dobrej formie, zająć się organizacją zawodów, rozwojem tego sportu jako działacz, być dobrym trenerem, osiągać w tej dziedzinie sukcesy. Jako zawodnik owszem też, bo jest to dla mnie coś naturalnego, ale to obecnie nie jest już mój priorytet.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Jako zawodnik masz dyscyplinę, jako trener – doświadczenie. Jak to, czego się nauczyłeś jako zawodnik, wykorzystujesz w roli trenera i odwrotnie? Pamiętam, że kiedyś usłyszałem od pewnej osoby, że gdy prowadzi zajęcia z grupą, uczy się o wiele więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Czy masz podobnie? Jak łączysz te dwie funkcje, zupełnie różne role?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Pełniąc rolę trenera staram się przede wszystkim przekazać moje doświadczenie, wynikające z bycia zawodnikiem. Wiem, co czuje osoba, która jest w trakcie startu, która jest obciążona kettlami, walczy o to, żeby wytrwać w założonym czasie. Sam wykorzystuję trening mentalny, więc również ludziom staram się przekazać, jak powinni myśleć i co powinni myśleć, czym się kierować, na co zwrócić uwagę, jak się zrelaksować. To są szczegółowe rzeczy, ale bardzo istotne elementy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Czy usłyszałeś kiedyś od osoby, którą trenowałeś, coś, co spowodowało, że sam zacząłeś inaczej ćwiczyć, może było to coś inspirującego? Nawet na zasadzie przypadkowej uwagi bądź informacji „fajny pomysł, a ja zrobiłem to tak”. Czy zdarzają Ci się takie sytuacje?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Tak, to dzieje się na co dzień. Ja bardzo słucham ludzi, z którymi trenuję. Czasami ich uwagi są rzeczywiście wartościowe.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Chciałem porozmawiać o tym, co przenosisz ze sportu do życia prywatnego. Czy są jakieś umiejętności, które zyskałeś dzięki trenowaniu kettli? Jeśli tak, to które, czasami nawet podświadomie, wykorzystujesz w codziennym życiu?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Myślę, że tak, na pewno tak.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> A najważniejsze z nich?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Konsekwencja, dobra motywacja i wytrwałość w działaniu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Bywa, że kariera sportowa jest bardzo krótka. Co sportowiec może dać od siebie w biznesie czy w życiu po zakończeniu kariery? Czy według Ciebie, oprócz wytrwałości, są jakieś wyjątkowe cechy, które u Ciebie występują w sposób naturalny i dziwisz się, że inni ich nie mają?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Ja zazwyczaj jestem optymistą, w tym co robię. To jest cecha, której często brakuje ludziom, z którymi rozmawiam, a u mnie jest po prostu naturalna. W sporcie zawsze widziałem siebie na pierwszym miejscu podium, to poczucie towarzyszyło mi od zawsze. Myślę, że w kwestiach organizacyjnych jest dokładnie tak samo. Chcę być najlepszy i dążę do tego.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO:</strong> Obecnie przygotowujesz się do listopadowych Mistrzostw Świata, ale tym razem nie jako zawodnik, a organizator. Czy trudno jest promować kettle w Polsce?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Trudno, ponieważ jest to sport mało znany, słabo promowany, a przez to dla przeciętnego widza mało interesujący.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO</strong>: Właśnie, powiedz mi szczerze, nie nudzi Ci się przy kettlu? Bo patrząc na zawody mam wrażenie, że cały czas wykonuje się tak naprawdę te same ruchy. Dlatego zastanawia mnie to, jak to jest, że ludzie mogą lubić kettle?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>MŁ:</strong> Ludzie mogą kochać kettle! Przecież to jest ciągła praca organizmu, na najwyższych obrotach. Dlatego uważam, że nie ma możliwości, żeby się tym znudzić. Zawodnik za każdym razem, chwytając za kettla, dąży do tego, by być odrobinę lepszym – zrobić jedno powtórzenie więcej, wytrzymać jedną sekundę dłużej. To jest ciągła praca nad sobą i dążenie do celu, jaki sobie obraliśmy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
<strong>WO: </strong>Maćku, dziękuję Ci za poświęcony czas, niezwykle przyjemnie rozmawia się z człowiekiem tak pełnym pasji do tego co robi.
</p></blockquote>
<p><b>Passion2Value</b><span style="font-weight: 400;"> To koncepcja rozmów i projektów oparta o łączenie pasji i wartości z różnych dziedzin. Pracując w konkretnym środowisku, ćwicząc lub szkoląc się w innych pasjach, na przykład w sporcie, muzyce, można nauczyć się czegoś jako dyscypliny akademickiej, wykorzystując szerszą wiedzę i umiejętności, które były wykorzystywane gdzie indziej. Równocześnie można tworzyć wartościowe rzeczy i jednocześnie dobrze się bawić.</span></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rozmowa z Rafałem Sonikiem</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/rozmowa-z-rafalem-sonikiem/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Apr 2024 08:48:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=635</guid>

					<description><![CDATA[WO: Intencją tych rozmów jest pokazanie czytelnikom roli pasji w życiu oraz tego, czy i jak z tej pasji można wydobyć pewne umiejętności, które możemy potem przenieść do każdej innej naszej działalności: ze sportu do biznesu, z biznesu do sportu, z muzyki do kreatywnego biznesu. Często zadajemy sobie pytanie: jak to wszystko połączyć w inteligentny sposób, jednocześnie budując swój świat.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2cb160"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p style="text-align: center;"><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-833" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/logo-P2V.jpg" alt="logo P2V" width="261" height="277" /></p>
<div id="attachment_642" style="width: 1034px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-642" class="wp-image-642 size-large" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1-1024x724.jpg" alt="" width="1024" height="724" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1-1024x724.jpg 1024w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1-300x212.jpg 300w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1-768x543.jpg 768w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1-1536x1086.jpg 1536w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/Sonik-1.jpg 1754w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><p id="caption-attachment-642" class="wp-caption-text">copyright: TETE (Tomasz Tomaszewski)</p></div>
<blockquote><p>
WO: Intencją tych rozmów jest pokazanie czytelnikom roli pasji w życiu oraz tego, czy i jak z tej pasji można wydobyć pewne umiejętności, które możemy potem przenieść do każdej innej naszej działalności: ze sportu do biznesu, z biznesu do sportu, z muzyki do kreatywnego biznesu. Często zadajemy sobie pytanie: jak to wszystko połączyć w inteligentny sposób, jednocześnie budując swój świat.<br />
W jaki sposób możemy ugrać coś więcej, ale być może także się czymś podzielić. Tym razem rozmawiam z Rafałem Sonikiem.
</p></blockquote>
<p><strong>KASPROWY</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Rafale, najpewniej wszyscy kojarzą cię przede wszystkim z rajdami. Tymczasem zaczynałeś jako… narciarz. Jaką rolę odegrali górale i Kasprowy Wierch w twoim życiu – także tym zawodowym i sportowym?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Właściwie wychowałem się w górach, bo przez wiele lat, od jesieni do wiosny, właśnie tam spędzałem każdy wolny dzień. To były czasy, kiedy rzeczywistość wokół nas była mało atrakcyjna. Spotykając się w Tatrach, byliśmy w jądrze tego, co najpiękniejsze – z jednej strony mieliśmy piękne góry i prawdziwe jeszcze wtedy zimy, a z drugiej – interesujących ludzi z przeróżnych środowisk i miejsc, z których każdy miał inną historię do opowiedzenia. Zbudowało to bliskość między wieloma z tych osób. Bliskość, która oparła się upływowi czasu. Kasprowy jest trochę taką polską wieżą Babel. To jedyny szczyt, który stanowi wyzwanie zarówno dla narciarzy, jak dla turystów. Wyraźnie odróżnia się od pozostałych narciarskich gór. Przez kilkadziesiąt lat spotykali się tam przeróżni ludzie: od prezydentów i komunistycznych dygnitarzy, a wcześniej również dygnitarzy nazistowskich, po ludzi bardzo prostych, którzy traktowali bycie na Kasprowy jak niedzielną wycieczkę – prostą przyjemność. Wystarczyło dojechać do Kuźnic, odstać swoje w kolejce i wjechać na górę. Kasprowy był jak tygiel – stykali się tam ludzie ciekawi siebie nawzajem. Dzisiaj możemy spotkać tam ludzi, z którymi się przyjaźniliśmy, czy konkurowaliśmy na nartach. Nie widzimy się rok, czasem dłużej, a czujemy jakbyśmy się rozstali zaledwie wczoraj. To bardzo przyjemne uczucie, choć oczywiście też pełne nostalgii, ponieważ jest równoznaczne z tym, że wszyscy się starzejemy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Kasprowy był też wyjątkowy chociażby przez to, jaki wysiłek trzeba było wykonać, żeby się na nim znaleźć, wykorzystując do tego każdą nadarzającą się sposobność. Co było w tym miejscu tak atrakcyjnego, że cały czas tam wracaliście?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Chyba najbardziej to, że tłem naszych spotkań była aktywność sportowa czy para-sportowa, bo nie wszyscy byliśmy wyczynowymi narciarzami. Czuliśmy, że mamy przywilej znaleźć się w wyjątkowych okoliczności – skrajnie różnych od dnia codziennego. Przypomnę, że wchodziłem w wiek dojrzały w stanie wojennym, kiedy dla większości ludzi Kasprowy był miejscem bardzo trudno dostępnym albo wręcz zakazanym. A jak wiadomo – im trudniejsze, im bardziej zakazane – tym ciekawsze. Nie zapomnę jak wiele razy ukrywaliśmy się przed ówczesną reprezentacją władzy, która wysupływała ludzi bez zezwoleń na przebywanie w strefie nadgranicznej i w ogóle w Zakopanym. Chowaliśmy się w Kuźnicach, w śnieżnych zaspach na dachu stacji kolejki. Znalazłem kiedyś w takiej zaspie obcięty kawałek liny z ołowianą końcówką i z drucianym popręgiem. Niestety nie mam jej do dziś – zaginęła na przestrzeni lat, ale ewidentnie była przeznaczona do jakiejś bijatyki. Być może do starć z ZOMO.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić, a może masz takie doświadczenia, że podobną atrakcyjność miejsca możesz stworzyć w przestrzeni, którą jest praca zawodowa?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Myślę, że podobne okoliczności można stworzyć w niszowych start-upach, które są wyjątkowo ambitne. W start-upach, które mają nadzieje na znalezienie rynku w miejscach, w których nikt albo prawie nikt go nie widzi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: I co jest potrzebne żeby taki start-up pociągnąć? Część osób uważa, że jak coś jest trudne, to trzeba odpuścić…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Jeżeli w jakimkolwiek obszarze życia odpuszcza się to, co trudne, to raczej nie odniesie się sukcesu. Myślę, że największą radość i satysfakcję przeżywa się właśnie wtedy, kiedy weszło się w coś, co wydawało się niewykonalne albo przynajmniej skrajnie trudne, a okazuje się zadaniem do zrobienia.
</p></blockquote>
<p><strong>PRZEDSIĘBIORCA</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Co było pierwsze – fascynacja mistycznym miejscem jakim był Kasprowy, jego niedostępność czy może możliwość zarabiania pieniędzy w niesamowitym miejscu, a jednocześnie łączenia tego z przyjemnością?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Początkiem była możliwość wracania do Zakopanego, a później na Kasprowy. Kiedy miałem czternaście, piętnaście czy szesnaście lat, musiałem za każdym razem nie tylko pytać rodziców o zgodę, ale też prosić ich o pieniądze. Te kwoty były dla nich istotnym obciążeniem i z czasem uświadomiłem sobie, że nie mam prawa niczego od nich oczekiwać – muszę się liczyć z ich odmową. To był właśnie moment, o którym przed chwilą mówiliśmy, gdy najciekawszym i najatrakcyjniejszym wyzwaniem staje się to, co trudne. W tym wypadku – uniezależnienie się od finansów moich rodziców. Żyłem więc myślą o tym, co mogę zrobić, żeby rodzice nie musieli martwić się o pieniądze, ponieważ to, co dla mnie było największą radością i przyjemnością, dla nich oznaczało stres. W zupełnie naturalny sposób – może z delikatnym udziałem przypadku – udało się połączyć moją pasję ze sposobem na zdobycie niezbędnych środków. Jako nastolatek zacząłem naprawiać i sprzedawać narty, a wszystkie pieniądze, które w ten sposób zarabiałem, przeznaczałem na to, żeby na nartach jeździć. Zacząłem sam finansować swoje wyjazdy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: I teraz dochodzimy do takiego momentu – Rafał Sonik regularnie wyjeżdża w góry i wydaje mu się, że osiągnął pewien rodzaj stabilizacji w tych wyjazdach. No i połączył przyjemność z biznesem…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Żeby móc mówić o stabilności, musiałbym mieć dochód stały, a był on po pierwsze sezonowy, a po drugie – uzależniony od mojego działania. W tamtym czasie moje dochody były tylko wynikiem transakcji „case by case”. Jeżeli w którymkolwiek momencie popełniłbym błąd, nie umiał się zdyscyplinować i zorganizować, to przychody nie tylko nie miałyby żadnych znamion stałości, ale w ogóle by ich nie było.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Jaka jest najważniejsza lekcja z tamtego czasu, z której świadomie bądź nieświadomie korzystasz? Czy są momenty, kiedy w dorosłym, poważnym biznesie mówisz „to jest trochę tak jak wtedy”, tylko zmieniły się pieniądze, stawka w sporcie czy w biznesie, a może nawet w życiu osobistym?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Przypuszczam, że wszystkie, a na pewno większość takich lekcji pochodzi właśnie z tego okresu. Podstawowa rzecz, jakiej się nauczyłem na początku drogi, to stawianie na jakość. Ówczesne okoliczności pozwoliły mi zrozumieć, że im wyższa i lepsza jest jakość tego, co robię, tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Bo takich, którzy handlowali nartami średniej jakości i średnio przygotowanymi było mnóstwo, a ja byłem jednym z nielicznych, którzy w sposób instynktowny – bo wtedy to było kompletnie poza świadomością – stawiali na staranność i rzetelność. Starałem się, żeby klienci dostawali najlepsze, co było wówczas dostępne. Miałem w związku z tym bardzo ciekawy epizod – to było po słowackiej stronie Tatr, na Chopoku. Któregoś dnia, w kolejce do wjazdu na górę stało około pięćdziesięciu osób. I ponad trzydzieści z nich miało sprzęt ode mnie. Był 1986, może 1987 rok. Wszyscy byli ode mnie dużo starsi, co oznaczało, że nie byli nowicjuszami, tylko klientami o dużych wymaganiach, którzy stawiają na porządny sprzęt.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A czy wtedy myślałeś już o pracy zespołowej, czy działałeś samodzielnie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Od samego początku działałem zespołowo. Jak wspominałem – moje zajęcie było sezonowe, czyli kupowałem narty wiosną, a sprzedawałem jesienią i na początku zimy. Żeby móc w krótkim czasie sprzedać coraz więcej dobrego sprzętu, musiałem być w listopadzie, grudniu i styczniu na giełdach w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Tego się nie da zrobić w pojedynkę. Musiałem transportować sprzęt z Krakowa do Katowic, czy Warszawy, zbierać to co zostało, rozliczać. Dlatego od samego początku zatrudniałem sporo osób. Co więcej, żeby od wiosny do jesieni przygotować kilkadziesiąt, później kilkaset, a z czasem nawet dwa tysiące par nart – bo tyle sprzedawałem w szczycie – potrzebne mi były właściwie wszystkie dostępne warsztaty, które mogły je regenerować. Co prawda na samym początku regenerowałem te narty sam, ale później robiły to już dla mnie warsztaty w Szaflarach, Zakopanym, Szczyrku i Bielsku. To było fantastyczne, bo dałem im możliwość rozwoju. Wspomniane warsztaty po raz pierwszy w swojej historii nie zawieszały na wiosnę działalności. Kończyły usługi dla klientów indywidualnych, a zaczynały renowację wyłącznie dla mnie – przez pół roku, mniej więcej od kwietnia do października-listopada. Przez pierwsze pięć – sześć lat, czyli od 1980 do około 1986 roku skupowałem coraz więcej używanego sprzętu, poddawałem go renowacji i sprzedawałem. Potem, do końca lat 80. kupowałem też duże ilości nowego sprzętu. Stałem się sporym hurtownikiem, głównie akcesoriów sportowych, odzieży, dresów, a później też sprzętu elektronicznego.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy z tamtego czasu pamiętasz osobę, która zrobiła na tobie największe wrażenie, zarówno pozytywne jak i negatywne, która spowodowała, że zacząłeś coś robić inaczej, lepiej albo zaprzestałeś pewnych działań? Kogoś, kto być może służył ci – nie do końca świadomie – jako mentor, któremu mógłbyś zaufać?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Nie, nikt taki jak mentor nie pojawił się wtedy w moim życiu. Za cały cykl „produkcyjny”, odpowiadałem osobiście. Natomiast w zasadniczym fragmencie działań, czyli w obsłudze i renowacji, miałem wspólnika, którego sam sobie dobrałem. Witek Lercel był ode mnie o wiele starszy i bardziej doświadczony. Przez lata prowadził w Krakowie na ulicy Skłodowskiej-Curie warsztat i płynnie przeszedł od samodzielnej pracy do działania na większą skalę ze mną. Z Witkiem przyjaźnię się do dzisiaj, a praca z nim dała mi ogromne doświadczenie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Rafał Sonik zamyka pewien etap w swoim życiu. Biznes sportowy działa pełną parą, ale ty już masz kolejny start-up w głowie. W pewnym momencie stajesz się przedsiębiorcą od nieruchomości, związanym z wielkimi koncernami: McDonald’s i BP. Czy nie kłóciło się to z twoim dotychczasowym zajęciem, które łączyłeś ze swoją pasją? Czy zatem jesteś w stanie robić rzeczy, których nie lubisz?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Chyba nigdy nie jest tak dobrze, żeby robić tylko to, co się lubi. Na szczęście te nielubiane rzeczy często były konsekwencją tego, co lubiłem i chciałem robić. Ale w każdym zestawie czynności, które zamykają jakiś cykl gospodarczy, biznesowy – za częścią nie przepadasz. Na przykład nigdy nie lubiłem księgowości i działania odtwórczego. Kiedy w połowie lat 90. przygotowywaliśmy umowę z BP, w ogóle nie zajmowałem się działalnością operacyjną bo była odtwórcza. Wynikało to również z chęci optymalizacji czasu, a byłem pewien, że moi współpracownicy zrobią to sprawniej i rzetelniej niż ja.
</p></blockquote>
<p><strong>MISJA</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Czego młodzi ludzie mogliby nauczyć się od ciebie – oprócz odwagi, chęci poznawania przyrody, kraju, czy bycia razem – rzeczy, które u ciebie zapoczątkował Kasprowy? Jaką cechę chciałbyś im przeszczepić?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Chciałbym, aby w oparciu o swoje osiągnięcia działali dla dobra innych. Dla mnie jest to podstawowa wartość naszej pracy i pasji. Nie wszyscy jednak mają potrzebę dzielenia się dobrem z konkretną osobą, grupą albo w niemerkantylnym celu. A ja dość wcześnie odkryłem, że dopiero wtedy czuję satysfakcję, kiedy równolegle z codziennymi obowiązkami robię też coś, co ma społeczny sens. Stało się to trochę przypadkowo. Pierwszy McDonald’s w Krakowie powstał w budynku przy ulicy Floriańskiej 55, który kiedyś, bezdzietnie umierająca kobieta podarowała w spadku księżom misjonarzom na działalność charytatywną. Na fundamencie, jakim był przychód z tej inwestycji, powstała SIEMACHA, czyli stowarzyszenie pomagające poszukającym wsparcia młodym ludziom. Jego celem jest wzmacnianie wzajemnego zaufania, więzi społecznych i obywatelskiego zaangażowania oraz poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. W 1993 roku okazało się, że przychód z tego i następnych komercyjnych obiektów, można znakomicie spożytkować. Przeznaczaliśmy go dla dzieci, których rodzice mieli trudności z dostosowaniem się do przejścia z gospodarki socjalistycznej na kapitalistyczną. Do zmiany z ustroju, który choć biednie, ale dbał o każdego, do ustroju, który dawał znacznie większe szanse aktywnym, a tym przyzwyczajonym do tego, że im „kapie” niezależnie od aktywności zawodowej – nie miał nic do zaoferowania. Spychał ich na margines. Dzieci, których rodzice nie potrafili dopasować się do nowych okoliczności, zaczęły pojawiać się w SIEMASZE. Ja też pojawiłem się w SIEMASZE jako sponsor i partner finansujący reaktywację, a później bieżącą działalność SIEMACHY. Zaczęło mi to przynosić ogromną satysfakcję, również dlatego, że nie były to działania wyłącznie o charakterze finansowym. Udzielałem się przeróżnie. Na przykład w dniu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej opowiadałem dzieciom i młodzieży z SIEMACHY o tym, co ta zmiana dla nich oznacza. Angażowałem się w przeróżne przedsięwzięcia, które SIEMACHA organizowała: remonty kolejnych obiektów, urządzanie ich, planowanie działalności i udział w aktywnościach edukacyjnych i rozwojowych dzieci.</p>
<p>WO: Czy miałeś kiedyś taką refleksję – patrząc na młodych ludzi uczestniczących w działaniach, które inspirujesz w ramach SIEMACHY – że oni chcą czegoś więcej?</p>
<p>RS: Właśnie to w SIEMASZE było najbardziej niesamowite – i myślę, że w dużym stopniu jest do dzisiaj, ale wtedy było dominujące – że dzieci rodziców, którym się trochę nie chciało, a trochę nie umieli się przystosować do nowej rzeczywistości, chciały bardziej. Że te dzieci miały mocny „drive” do wyjścia z marazmu i dezaprobaty dla gwałtownie zmieniającego się świata i chciały stać się raczej liderami niż maruderami. To było fantastyczne, tym dzieciom się chciało i do dzisiaj chce dużo bardziej niż ich rówieśnikom żyjącym wygodnie w rodzinnych domach. One, mając trudne warunki w domu – czasem nawet bardzo trudne – chciały przeć do przodu, rozwijać się, uczyć, szukać swoich szans, pasji, umiejętności. To, co w tamtych czasach było najciekawsze w ofercie SIEMACHY, to pomaganie młodym ludziom w odnajdowaniu ich naturalnych talentów. Szkoła ma program i ten program – jaki by nie był dobry – jest takim zestawem pozawieszanych na wieszakach garniturów, które dzieci muszą ubrać. Na niektóre z dzieci garnitur szkolny pasuje, ale na dużą część z nich nie. Natomiast w SIEMASZE dzieci szły za swoimi talentami i pasjami, czyli alokowały swoje zainteresowania w coraz szerszej ofercie SIEMACHY. Owszem, SIEMACHA pomagała – mówiąc tak bardzo trywialnie – odrabiać lekcje czyli robić to, co jest niezbędne w szkole, ale przede wszystkim dawała szansę na odkrycie w sobie talentów. Jak chciałeś rysować, to mogłeś rysować! Jak chciałeś chodzić na wycieczki, to chodziłeś na wycieczki! Jak chciałeś się uczyć geografii czy grać na instrumentach, to się na tym skupiałeś. Młodzi ludzie organizowali się w SIEMASZE wokół swoich zainteresowań, pasji, dobrych cech. To spowodowało, że jakby policzyć jakiś rodzaj parytetu, to ich rówieśnicy, którzy mieli o wiele korzystniejsze warunki w domu, osiągali per saldo mniej niż oni, którzy mieli trudniejsze warunki. Po pierwsze – bardziej im się chciało, a po drugie – mieli większą szansę na odnalezienie bardzo wcześnie w sobie talentów i pasji.
</p></blockquote>
<p><strong>PRACODAWCA</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Tworzymy zatem przestrzeń dla ludzi, którym chce się chcieć, którzy poszukują swojej pasji, rozwijają ją, a dzięki współpracy z innymi mogą dać coś więcej i sobie i tym, z którymi współpracują. Czy jesteś w stanie ten rodzaj refleksji przełożyć na życie zawodowe i jak to robisz?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Dobrym przykładem będzie tu moje najcenniejsze doświadczenie z zatrudniania ludzi. Robię to od ponad trzydziestu lat – pierwszego pracownika zatrudniłem na stałe w 1986 roku, a od 1990 roku pracuje u mnie spora grupa ludzi. To najważniejsze i najcenniejsze doświadczenie z zatrudniania ludzi jest następujące: jeżeli proces rekrutacji jest przeprowadzony starannie, to właściwie nie zatrudnia się złych ludzi. Zatrudnia się najwyżej ludzi, którzy są źle alokowani. Czyli nie należy ich zwalniać jeśli się jest zawiedzionym wynikami, tylko relokować, zmieniać im zakres obowiązków. Aż za drugim, najdalej trzecim podejściem po zmianie okazuje się, że ten garnitur – w przenośni – pasuje na tę osobę idealnie. I to jest niesamowicie budujące – wdrożenie osoby, po tej drugiej, najdalej trzeciej relokacji, w już dopasowany zakres obowiązków i odpowiedzialności. Po jakimś czasie rozumiemy się bez słów. Komunikacja, jaką trzeba poświęcić, żeby później taka osoba dobrze wykonywała swoją pracę, jest ułamkiem tego, co trzeba robić wtedy, kiedy to dopasowanie nie jest idealne. Weźmy jako przykład mojego mechanika. Ja wiem, że to się wydaje trywialna funkcja, ale taka nie jest. To bardzo trudne zajęcie. Trzeba pamiętać, że mój mechanik odpowiada nie tylko za quady, ale również za cały nasz tabor: samochody serwisowe, przyczepy, pojazdy towarzyszące. Samych quadów jest kilka, bo przecież nie ścigamy się na jednym w ciągu roku, budujemy następne, rozbieramy poprzednie, unowocześniamy. Z moim mechanikiem komunikuję się raz na kilka tygodni, a on: wiosnę spędza w Emiratach Arabskich, później jest w Katarze, przenosi się do Europy, a potem jedzie do Ameryki Południowej. Pracuje w pięciu, sześciu krajach w ciągu roku, a ścigamy się w ośmiu czy dziesięciu. Mam z nim sporadyczny kontakt, bo wiem, że on – tak jak ja – robi dokładnie to co kocha. Dlatego tak dobrze się rozumiemy. I jeszcze jedna rzecz – jego praca polega na tym, żebym ja nie miał problemów technicznych ze sprzętem. A konkurencja w mojej dyscyplinie sportu wygląda zupełnie inaczej niż na przykład w koszykówce. Bo koszykarz w drużynie ma zorganizowane wszystko: hotele, przejazdy, przeloty, trening, rehabilitacje, regenerację. Jest częścią wielkiego organizmu jakim jest drużyna – szczególnie jeśli to drużyna grająca na wysokim poziomie. To jest korporacja, która wszystkie elementy ma dopracowane. My tymczasem budujemy wszystko sami. Jesteśmy takimi mikrokorporacjami, czy mikroprzedsiębiorstwami, które konkurują ze sobą również przygotowaniem i niezawodnością sprzętu. Żebym ja mógł walczyć o mistrzostwo świata, mój mechanik musi być mistrzem wśród ludzi w swoim fachu.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Przeprowadzasz dobrą rekrutację, dajesz komuś dobrą pracę, w której zaczyna być mistrzem świata. I pojawia się ważna rzecz, o której teraz w firmach i sporcie bardzo często się mówi – zaufanie. Zaufanie do czyjegoś talentu, zaangażowania i oddanie swojego losu, przynajmniej częściowo, w czyjeś ręce. Jaka jest rola zaufania?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Rozróżniam dwa rodzaje zaufania. Jeden to wzajemne zaufanie, które buduje się pomiędzy dwiema osobami w czasie. Tutaj trzymanie ręki na pulsie jest najważniejsze. Każda kolejna decyzja, kolejny ruch, działanie, musi mieć uzasadnienie. Drugi rodzaj zaufania, to zaufanie do otoczenia. Nie buduje się go latami, tylko na początku daje kredyt. I później obserwuje, jak „otoczenie” obchodzi się z tym kredytem zaufania. Albo go powiększa albo zmniejsza. Kredytu zaufania na „dzień dobry” nie dostaje na przykład mechanik, bo mechanik jest w teamie i musi na moje zaufanie zapracować w czasie – swoimi działaniami, decyzjami, zachowaniami i jakością tego, co robi. Natomiast w otoczeniu mam odwrotne podejście – ufam z definicji po to, żeby przez cały czas nie mieć poczucia, że za moimi plecami najprawdopodobniej czai się wróg. Jeśli ktoś okaże się wrogiem, to wtedy go tak traktuję. Ale dopóki nie okaże się wrogiem, traktuję go jako potencjalnego sprzymierzeńca. Zakładam, że ludzie nie komunikują się z nami po to, żeby nas naciąć, oszukać i okraść, ale że chcą od nas wartości, które my mamy, a im są potrzebne. To jest uczciwa gra. Dopiero jak się przekonuję, że taka nie jest, wtedy zaczynam kontrolować, sprawdzać i weryfikować. Mam prostą filozofię wobec otoczenia. Jeśli podchodzisz do niego z nieufnością, jako filtrem, przez który patrzysz na wszystko co cię otacza, to nie śpisz dobrze. Wciąż zastanawiasz się, co złego może cię spotkać ze strony ludzi. Natomiast jeśli podchodzisz z ufnością, to dobrze nie śpisz tylko czasami – wtedy, gdy się okazuje, że ktoś zawiódł twoje zaufanie.
</p></blockquote>
<p><strong>SUKCES</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Idąc przez życie z taką filozofią, doszedłeś na szczyt jeśli chodzi o puchar świata, jeśli chodzi o rajd Dakar. Co z porażkami w drodze na ten szczyt?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Mnóstwo ludzi wypowiedziało na ten temat miliony zdań. Bo to jest chyba jeden z ciekawszych elementów analizowania drogi do sukcesu. Ja mam takie doświadczenie: sukces osiągnięty szybko jest najczęściej bardzo krótki. Jest flashem i najczęściej wynikiem ponadprzeciętnego szczęścia, które pojawiło się u kogoś w konkretnych okolicznościach. Natomiast sukces, który jest wypracowany przez długi okres, raczej nie jest skutkiem splotu korzystnych okoliczności i szczęścia. A więc o wiele większe są szanse na to, że będzie trwalszy, bo jego fundamenty są dłużej budowane. Co więcej jest duże prawdopodobieństwo, że na koniec przyniesie o wiele większą satysfakcję. Weźmy na przykład Roberta Kubicę. Zanim dostał się do Formuły I, minęło niemal dwadzieścia lat od chwili, kiedy pierwszy raz w życiu usiadł za kierownicą.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: A jak było u ciebie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Na pierwszy Dakar w 2009 roku w Ameryce Południowej pojechałem właściwie w ciemno. Wiedziałem tylko tyle, że umiem jeździć quadem i że jeździłem już po terenach o podobnym charakterze. Południowo-zachodnie stany USA mają zbliżoną budowę geologiczną do Argentyny i Chile. Ale nic poza tym. Wynik Dakaru 2009 roku był zaskakujący chyba dla każdego. Na początku, pośród polskich rajdowców, toczyły się zakłady o to czy dojadę, a ja zająłem trzecie miejsce! To, że będę na podium, było kompletnie abstrakcyjne. W pierwszej trójce, przypomnę, znaleźli się wówczas: Józek Macháček, który jako jedyny z nas miał ogromne doświadczenie, bo wcześniej startował wielokrotnie w rajdzie Dakar w Afryce i wygrał go cztery razy; Marcos Patronelli, który nie wiedział, tak jak ja, co to jest Dakar, ale był u siebie, więc to mu bardzo pomogło; no i ja. Byłem wśród nich największym kosmitą. W kolejnych latach – 2010, 2011, 2012, 2013 i 2014 jechałem już z doświadczeniem i wiedzą, że skoro mogłem być trzeci, to mogę być też drugi i pierwszy. Ale nie byłem. Powinienem był wracać z każdego Dakaru sfrustrowany, że nie wygrałem. I to jest właśnie najciekawszy fragment mojego sportowego życia, ponieważ potrafiłem przeanalizować, dlaczego nie wygrywałem. Z każdym kolejnym sezonem coraz lepiej wiedziałem dlaczego tak się działo. W 2012, kiedy byłem czwarty, 2013, kiedy byłem trzeci i 2014, kiedy byłem drugi – za każdym razem byłem z jednej strony niezadowolony, że nie wygrałem, ale z drugiej o wiele bogatszy o doświadczenie dlaczego tak się stało. Aż w końcu w 2014 roku przeanalizowałem każdy kolejny etap oraz końcowy efekt i doszedłem do wniosku, że nie wygrywam Dakaru nie dlatego, że konkurenci są szybsi, tylko dlatego, że popełniam za dużo błędów. I od tego momentu, czyli od wiosny do grudnia 2014 roku, zająłem się ich analizą. Znalazłem wszystkie główne błędy, które powodowały, że wcześniej nie wygrywałem. Wyeliminowałem je prawie w stu procentach i zwyciężyłem w 2015 roku.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: W armii amerykańskiej to się nazywa after action review. Nauka na refleksji „nie kto jest winny, tylko co zrobić następnym razem, żeby było lepiej” – to jest podstawą sukcesu jednostek specjalnych wojska amerykańskiego…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: U mnie mentalnie wyglądało to tak, że to, co można uznać za pasmo porażek, okazało się najlepszą drogą do sukcesu. Wygrałem Dakar 2015 w wyniku bardzo intensywnej analizy wszystkich błędów z poprzednich lat. Później, zaraz po Dakarze w 2015 roku, opierając się na bardzo podobnych analizach, wygrałem cztery z sześciu pucharów świata. To był najlepszy sezon jaki miałem również w tym cyklu! Czyli to, co z dzisiejszej perspektywy może się wydawać niespełnieniem, w drodze do spełnienia może się okazać najcenniejszym etapem.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy te analizy porażek i błędów były inicjowane przez ciebie czy przez zespół?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: To było ogromne wyzwanie w relacjach z moim zespołem. Ale pomogły mi tu prawdopodobnie geny, a w każdym razie coś, co na pewno nie jest moją zasługą. W każdym etapie rajdowym, a szczególnie w Dakarze, po odcinku specjalnym jest dojazdówka po asfalcie: czasem dłuższa, czasem krótsza. Niezwykle rzadko się zdarza, że wjeżdżamy z trasy od razu na biwak. Co robię na dojazdówce? Gdy tylko po kilku, kilkunastu minutach odpoczynku wracam do jako takiej przytomności umysłu, analizuję swoje błędy z oesu. I gdy po jednej, dwóch, trzech, czy czterech godzinach jazdy dojazdówką przyjeżdżam na biwak, to już jestem rozliczony sam ze sobą z wszystkich błędów. Czyli mam już konkluzję – wiem, co zrobić, żeby nie popełnić tych samych błędów nie tylko jutro, na następnym OS-ie, ale podczas kolejnego rajdu. I co się wtedy dzieje? Wtedy na biwaku rozliczam pozostałych z jakości ich pracy. Inni nie wiedzieli, że ten cykl tak wygląda, w związku z tym przyjmowali, że skoro przyjeżdżam na biwak i mówię co było źle zrobione to znaczy, że szukam błędów u innych, a nie u siebie. Uświadomiłem to sobie po jakimś czasie i jasno zakomunikowałem to wszystkim ludziom w moim core teamie: najpierw rozliczam siebie, a dopiero później Was. Żeby móc Was rygorystycznie rozliczyć, muszę zacząć od siebie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Zakładam, że jeżeli to się dobrze zrobi, to też jest pewnego rodzaju metoda na budowanie zaufania. Nie szukamy winnych, tylko chcemy być lepsi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Celem nie jest szukanie winnych czy winnego. Wyłącznym celem jest to, żebyśmy byli lepsi, i indywidualnie i jako zespół. To ma kolosalne znaczenie. Opowiadałem przed chwilą o latach 2010, 2011, 2012, 2013 i 2014 kiedy jechaliśmy na Dakar wygrać, a przyjeżdżaliśmy bez zwycięstwa. Należy pamiętać, że jedną kwestią jest zmotywowanie samego siebie do kolejnego startu, a drugą – zmotywowanie całego zespołu. Bo nie tylko zawodnik wraca zawiedziony tym, że jechał wygrać, a przegrał, tylko przyjeżdża cały team zawiedziony tym, że po tak wytężonej, całorocznej robocie poniósł porażkę. Żeby móc zmotywować ludzi na kolejny rok, do jeszcze większego wysiłku, musisz przede wszystkim pokazać, że rozliczyłeś samego siebie i że wierzysz w to, że w następnym roku będziesz lepszy. Wtedy uwierzą w to, że w następnym roku sami także będą lepsi.
</p></blockquote>
<p><strong>MISTRZ</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Dla wielu osób praca jest dzisiaj pańszczyzną. Znalezienie pasji w ramach pracy jest dla mnie czymś chyba najfajniejszym, bo powoduje, że chce Ci się chcieć.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Pasja to jedno, ale ważna też jest jakość tego, co robimy. Zwróć uwagę – jakikolwiek by był wizerunek Rafała Sonika, to ja nie konkuruję z Małyszem, Stochem, Kubicą ani żadnym innym sportowcem pod kątem sławy, czy bycia medialnym. Ale z każdym z nich jestem w stanie konkurować jakością. Gdybyś posadził kilka czy kilkanaście tego typu osób obok siebie, to wielu z tych ludzi, może nawet większość, byłaby dużo bardziej rozpoznawalna ode mnie. Ale nie każdy będzie konkurować ze mną jako synonimem jakości w różnych aspektach życia. Nie mówię tak dlatego, bo jestem zadufany w sobie, tylko po prostu staliśmy się synonimem jakości. W sierpniu 2015 roku TVN zrobił bardzo obszerne badania wśród internautów i między innymi zapytał ich o to kim chcieliby być. No i jak myślisz kto wygrał? Jest 2015 rok, późne lato…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: No nie wiem… Może z nim właśnie rozmawiam?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Wygrał najsławniejszy wówczas polski youtuber, czyli Wardęga. Miał sto kilkadziesiąt milionów wyświetleń „Psa pająka”. I był dla internautów synonimem błyskawicznej kariery.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Dla mnie jest to fascynujące z punktu widzenia tego, jak dzisiaj często buduje się swoją wartość…</p>
<p>RS: Zauważ, Wardęga był wtedy w absolutnym mainstreamie. Czyli był dokładnie w tym wieku, okolicznościach, które największa liczba internautów konsumowała, akceptowała z marszu. Druga była Margaret. Dlaczego? Bo była dziewczyną znikąd, która również zrobiła błyskawiczną i na tamten moment oszałamiającą karierę. A ja byłem trzeci. I byłem w kompletnym upstreamie. Dlaczego? Bo byłem dwa, trzy razy starszy od średniej wieku respondenta i byłem w stosunku do nich z kompletnie innego świata. Wardęga i Margaret byli z ich świata. To byli teenagerzy, którzy zrobili błyskawiczną karierę. Wardęga – sto kilkadziesiąt milionów wyświetleń filmu, czyli geniusz. Margaret – genialna dziewczyna, która nie mając żadnych obiektywnych warunków do tego, zrobiła błyskotliwą, natychmiastową karierę. Każda lub prawie każda dziewczyna chciała być jak Margaret. I nagle, wśród tych ludzi, na podium pojawił się facet trzy razy starszy, kompletnie nieinternetowy, z zupełnie innego świata. I wiesz dlaczego tak mnie uplasowali? Było bardzo krótkie wyjaśnienie: dlatego, że zaczynałem od zera, osiągnąłem sukces w życiu, a jak już go osiągnąłem – w percepcji internautów własnymi siłami – to jeszcze dzielę się nim z innymi. W sieci jest coś takiego, jak chmura określeń, etykiet, zawierająca słowa opisujące daną osobę.</p>
<p>WO: Tak. Najczęściej powtarzające się słowa są w tej chmurze wizualnie największe, a rzadsze określenia – mniejsze…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Otóż to. W moim przypadku największym słowem, oprócz „pan Rafał”, było słowo „mistrz”. Zauważ, że ja nie byłem mistrzem piłki nożnej czy Formuły I. Ja byłem quadowcem – facetem, który w zasadzie powinien pozostać kompletnie nieznany, niszowy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Moim zdaniem to bardzo pozytywny sygnał, że to co sobą reprezentujesz, jest atrakcyjne dla tych, którzy w tym badaniu głosowali, kimkolwiek byli. Tym bardziej jest to dobra wiadomość, że byli to ludzie, dla których autorytetem są na przykład youtuberzy.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Gdyby popatrzeć na to, jakie było odzwierciedlenie oczywistego sukcesu ludzi będących w czołówce tego badania, to mój sukces był o tyle większy, że ja byłem oderwany od ich rzeczywistości. Bo sport motorowy, pomijając Formułę I, nie jest prawie w ogóle odbierany przez internautów. A skoro nawet Formuła I nie jest za bardzo śledzona w sieci, to co dopiero quady i facet, który dodatkowo nie istnieje jako kumpel, bo jest trzy razy starszy. Wyłaniam się z abstrakcji. Dowiedziałem się o tych badaniach po fakcie i osoba, która prezentowała wyniki, zastrzegła że były one bardzo wnikliwie, że respondentami byli ludzie, którzy wiedzą o nas więcej niż my sami, czyli analitycy. Ludzie, którzy nie kierują się tym, że zobaczyli film „Pająk” Wardęgi i mówią – Wardęga jest the best. Nie. Według tego człowieka – a to była bardzo wiarygodna prezentacja – to byli ludzie, którzy zanim odpowiedzieli kim chcieliby być, bardzo dokładnie sprawdzili wszystkich potencjalnych kandydatów.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Z jednej strony mogę tylko pogratulować, z drugiej strony mogę powiedzieć – jest nadzieja w takim razie. Robisz cały czas swoje i to zostało zauważone. I te rzeczy, które uznawałeś za ważne – łączenie biznesu, sportu i bycia filantropem – są częścią twojego DNA, której nie tyle nawet nie chcesz się pozbyć, ile nie widzisz powodu, dla którego miałbyś przestać to robić.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Opisałeś rzecz w tym wszystkim kluczową. To, co spowodowało, że Wardęga i Margaret zajęli pierwsze i drugie miejsce, było jednak kreacją. Ludzie, którzy powiedzieli „chciałbym być Wardęgą”, patrzyli na niego przez pryzmat oszałamiającego sukcesu filmu „Pająk”. Prawdopodobnie także dużych sukcesów, choć już nie tak oszałamiających, kilku jego wcześniejszych produkcji. Ale nie wiedzy o nim samym. Natomiast wiedza tych, którzy odpowiedzieli „chciałbym być jak Rafał Sonik”, o wiele bardziej skupiała się na tym kim jestem, niż na jakimś moim spektakularnym wyczynie czy kreacji. My w ogóle nie mamy założenia, że tworzymy jakiś teatr w sferze publicznej. Gdy na przykład przygotowujemy jakąś prezentację, to nie mówimy „kurcze, jakby to fajnie wyglądało wykreowane”, tylko mówimy „dobra, jak było naprawdę, jak to opowiedzieć”.
</p></blockquote>
<p><strong>EPILOG</strong></p>
<blockquote><p>
WO: Historia prawdziwa jest w końcu najbardziej wiarygodna. A twoje historie zawierają w sobie krew, pot, łzy, satysfakcję i pracę zespołową. Jesteś w stanie w zasadzie z każdej szuflady wyciągnąć historię, czy jest biznesowa, czy mówi o Rafale Soniku filantropie czy Rafale Soniku sportowcu. I niczego nie musisz kreować…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Podsumowując trochę ten świadomy okres mojego życia, czyli ostatnie dwadzieścia, trzydzieści lat – bo człowiek nie zaczyna być świadomy gdy kończy osiemnaście lat, moim zdaniem zaczyna być świadomy dużo później – to rzeczywiście najbardziej fantastyczne jest to, że nie potrzebuję niczego kreować, czy sztukować. Nie mam żadnej potrzeby nadbudowywania formy nad treścią. Ja tylko dobieram formę, która wydaje się nam wspólnie adekwatna do treści.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Gdy rozmawiamy to słyszę sportowca, który jest przyzwyczajony do wysiłku, do rygorystycznej pracy, bardzo mocnej oceny samego siebie. Temat, który wielokrotnie powraca w rozmowach ze sportowcami: co zrobić jak się skończy kariera? Ty masz biznes, wiesz jak się w nim zachować, przenosisz to pomiędzy sportem a biznesem, biznesem a sportem. Ale są sportowcy, którzy kończą karierę i brakuje im adrenaliny i treningu, nie wiedzą jak się w tak zwanym cywilu odnaleźć. Jak, według ciebie, można się przygotować do przejścia do tak zwanego cywila i jakimi cechami można zbudować swoje życie po sporcie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Nie mam pojęcia jak to zrobić. Powiem więcej – może się okazać, że to jest znacznie trudniejsze wyzwanie niż walczyć o kolejny puchar świata. Oczywiście można próbować zostać mentorem, trenerem, i takich przypadków jest pewnie dużo, a może nawet większość. Ale ja nie wiem tego dzisiaj, bo dla mnie życie bez sportu nie istnieje. Nie wiem jak to miałoby wyglądać gdybym przestał uprawiać wyczynowo sport. Prawdopodobnie potrafię sobie wyobrazić jakąś zmianę dyscypliny na taką, która daje szansę uprawiania w jeszcze późniejszym wieku, czyli przesuwanie tego wyzwania na później, ale dzisiaj nie mam żadnej odpowiedzi na to pytanie. Dzisiaj to jest prawdopodobnie jedno z niewielu pytań, na które nie mam żadnej przemyślanej czy wiarygodnej odpowiedzi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Co mogłoby spowodować, żeby twoje doświadczenie dojrzałego sportowca i przedsiębiorcy przeniosło się na młodego sportowca, nie-sportowca albo start-upowca, żyjącego w coraz bardziej zdigitalizowanym świecie? Czy widzisz jakiś sposób na połączenie tego? Żeby jedni od drugich mogli się czegoś nauczyć?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
RS: Nie wiem. Myślę, że dzisiejszy świat jest na tyle różny od naszego sprzed dziesięciu, piętnastu czy dwudziestu lat, że dawanie jakichś instrukcji czy recept będzie dalece ułomne. Te światy łączą cechy indywidualne, czyli jeśli ktoś ma szansę odnaleźć w sobie pasję – czy to jest klawiatura komputera, ekran dotykowy czy może e-sport – to w tej pasji daleko zajdzie. A jeżeli nie potrafi odnaleźć w sobie pasji, to będzie zawsze tłem dla otoczenia lub jakąś częścią tego tła.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Rafale, bardzo Ci dziękuję inspirującą rozmowę!
</p></blockquote>
<p><strong>Passion2Value</strong> To koncepcja rozmów i projektów oparta o łączenie pasji i wartości z różnych dziedzin. Pracując w konkretnym środowisku, ćwicząc lub szkoląc się w innych pasjach, na przykład w sporcie, muzyce, można nauczyć się czegoś jako dyscypliny akademickiej, wykorzystując szerszą wiedzę i umiejętności, które były wykorzystywane gdzie indziej. Równocześnie można tworzyć wartościowe rzeczy i jednocześnie dobrze się bawić.</p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Markiem Bilińskim</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/wywiad-z-markiem-bilinskim/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 28 Mar 2024 09:55:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=584</guid>

					<description><![CDATA[STARAM SIĘ WSPÓŁPRACOWAĆ Z LEPSZYMI OD SIEBIE. WYBIERAM LUDZI, KTÓRZY MOGĄ MNIE CZEGOŚ NAUCZYĆ, DAĆ MI COŚ CIEKAWEGO. PRACA Z PRZECIĘTNYMI TO PRZEJAW SŁABOŚCI. TO DROGA DONIKĄD. W KOŃCU NIE CHODZI O TO, ŻEBY SIŁOWAĆ SIĘ NA TO, KTO JEST LEPSZY. CHODZI O WYMIANĘ MYŚLI. TO NIEKONIECZNIE MUSZĄ BYĆ LUDZIE Z MOJEJ BRANŻY, ALE MUSZĄ BYĆ DOBRZY W TYM, CO ROBIĄ.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2cc60e"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p style="text-align: center;"> <img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-833" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/logo-P2V.jpg" alt="" width="261" height="277" /></p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-664 size-large" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/marek_bilinski-1024x534.jpg" alt="" width="1024" height="534" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/marek_bilinski-1024x534.jpg 1024w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/marek_bilinski-300x156.jpg 300w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/marek_bilinski-768x400.jpg 768w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/marek_bilinski.jpg 1211w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></p>
<p>Marek Biliński – to jeden z najbardziej znanych polskich kompozytorów, pionier muzyki elektronicznej w Polsce, instrumentalista posługujący się najnowocześniejszymi, a także klasycznymi instrumentami klawiszowymi. (<a href="http://www.bilinski.pl/" target="_blank" rel="noopener" data-saferedirecturl="https://www.google.com/url?q=http://www.bilinski.pl&amp;source=gmail&amp;ust=1717578509187000&amp;usg=AOvVaw09BkazlhdGmAXpXfSEekZY">www.bilinski.pl</a>)</p>
<p>STARAM SIĘ WSPÓŁPRACOWAĆ Z LEPSZYMI OD SIEBIE. WYBIERAM LUDZI, KTÓRZY MOGĄ MNIE CZEGOŚ NAUCZYĆ, DAĆ MI COŚ CIEKAWEGO. PRACA Z PRZECIĘTNYMI TO PRZEJAW SŁABOŚCI. TO DROGA DONIKĄD. W KOŃCU NIE CHODZI O TO, ŻEBY SIŁOWAĆ SIĘ NA TO, KTO JEST LEPSZY. CHODZI O WYMIANĘ MYŚLI. TO NIEKONIECZNIE MUSZĄ BYĆ LUDZIE Z MOJEJ BRANŻY, ALE MUSZĄ BYĆ DOBRZY W TYM, CO ROBIĄ.</p>
<p>Co prawda reprezentujemy diametralnie różne światy, ale jak się okazało, mają one ze sobą wiele wspólnego. Miejmy nadzieję, że nasza rozmowa w inspirujący sposób pokaże jak sfera muzyki może przenikać się ze światem biznesu.</p>
<blockquote><p>
WO: Masz wiedzę, umiejętności i wykształcenie. Czy mimo to nadal potrafisz przyjąć radę od eksperta? Czy taka rada to dla Ciebie źródło inspiracji czy raczej przeszkoda? Może kiedyś, dawniej, gdy grałeś z zespołem Bank* było inaczej, a potem przez kilkadziesiąt lat solowej kariery, zmieniłeś swoje nastawienie i dziś myślisz inaczej? Z jednej strony człowiek widzi znacznie więcej niż kiedyś, z drugiej, ponieważ dostrzega więcej, potrafi w naturalny sposób zamykać się na to, co nowe. Jak Ty sobie z tym radzisz?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Staram się współpracować z lepszymi od siebie. Wybieram ludzi, którzy mogą mnie czegoś nauczyć, dać mi coś ciekawego. Praca z przeciętnymi to przejaw słabości. To droga donikąd. W końcu nie chodzi o to, żeby siłować się na to, kto jest lepszy. Chodzi o wymianę myśli. To niekoniecznie muszą być ludzie z mojej branży, ale muszą być dobrzy w tym, co robią. Uczyłem się od wielu ludzi, którzy byli ode mnie lepsi. Rozmawialiśmy, obserwowałem ich pracę w studiu, widziałem ich w akcji…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Chcesz przez to powiedzieć, że ten rodzaj mistrzostwa osiąga się dzięki otwartości?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Tak. Liczy się otwartość i kreatywność. Nie można się odcinać, a zwłaszcza uznawać, że się jest najlepszym i że wie się już wszystko. Takie myślenie to pułapka.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Można być dobrym, ale nigdy wystarczająco dobrym. Trzeba być przy tym otwartym – otwartość jest konieczna, podobnie jak pokora, po prostu słuchanie innych…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Zgadzam się. Pokora to jest to. Ja się cały czas jej uczę… Zarówno pokora wobec siebie jak i wobec innych. Pokora wynika również z porażek, jakich człowiek doświadcza w życiu. Porażki ją budują. W końcu zawsze, w każdym środowisku, wszędzie może pojawić się ktoś lepszy. Dlatego zawsze warto zachować dystans wobec siebie i własnej pracy. Sądzę, że to trudne, ale konieczne.
</p></blockquote>
<p>Tekst stanowi zapis długiej, wieczornej rozmowy zrealizowanej przy wsparciu Ksawerego Dzitko.<br />
(<a href="https://www.linkedin.com/in/ksawery-dzitko-3150532/">https://www.linkedin.com/in/ksawery-dzitko-3150532/</a>)</p>
<p>*Bank – polski zespół rokowy działający w latach 1980. Marek Biliński grał z nim na instrumentach klawiszowych, w latach 1980- 1983.</p>
<p><strong>Wywiad z Markiem Bilińskim (część 2)</strong></p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-665 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Marek_Bilinski_ZM_1_ENG.jpg" alt="" width="459" height="692" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Marek_Bilinski_ZM_1_ENG.jpg 459w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Marek_Bilinski_ZM_1_ENG-199x300.jpg 199w" sizes="(max-width: 459px) 100vw, 459px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>ODWAGA JEST NIEZBĘDNA, ŻEBY COŚ ZMIENIĆ. KIEDY WSZYSTKO DOBRZE SIĘ UKŁADA CZŁOWIEK MYŚLI: „ALE PO CO COKOLWIEK ZMIENIAĆ?”.<br />
WO: Kiedy widzimy, co obecnie dzieje się na świecie, tę kolejną rewolucję technologiczną i innowacyjne metody pracy, wyraźnie dostrzegamy potrzebę stworzenia przestrzeni dla wymiany wiedzy opartej na otwartej sieci specjalistów z różnych obszarów, z wielu branż. Twoja muzyka jest inspirowana różnorakimi stylami, nie tylko tymi wyrastającymi z muzyki elektronicznej. Kiedy jej słucham słyszę wiele różnych źródeł inspiracji. Jak przebiega Twój proces twórczy?</p>
<blockquote><p>
MB: Przede wszystkim potrzebna jest otwarta głowa. To po pierwsze. Trzeba chłonąć wszystko co dzieje się wokół. Muzyka mnie zainteresowała, a potem stała się dla mnie pasją. Na początku grałem, bo sądziłem, że każdy gra, tak jak każdy czyta i pisze. Pochodzę z rodziny, w której zawsze był instrument, na którym właśnie grał mój ojciec.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czyli dla Ciebie to był naturalny odruch? Gra na instrumencie była dla Ciebie taką samą czynnością jak mycie, czyszczenie zębów czy robienie zakupów?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Dokładnie tak. Sądziłem, że po prostu każdy człowiek gra i słucha muzyki. Potem ojciec zaczął mnie uczyć gry na fortepianie, i to też przyszło mi naturalnie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Powiedziałeś, że muzyka to Twoja pasja. Przypominają mi się słowa Konfucjusza, który powiedział: „Wybierz pracę, którą kochasz a nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w życiu”. Takie podejście jest niezwykle twórcze, bo nie ma potrzeby, aby co rano skupiać się na tym, by się podnieść i znaleźć motywację. Po prostu robi się to, co się lubi.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: W moim przypadku ochota, by robić to co lubię wygrała z dzieleniem życia na pracę i relaks. Na pewnym etapie mojej drogi zawodowej zacząłem tak się organizować, aby praca nie była szarpaniną… Jeżeli coś zawodowo mi ciążyło, porzucałem to, odchodziłem. Chociażby zespół Bank. Cieszył się popularnością w całej Polsce przez dwa, trzy lata. Graliśmy kilkaset koncertów rocznie. Aż dotarło do mnie, że mam dość, że z tym zespołem nie pójdę dalej. Gralibyśmy koncerty, nagrywalibyśmy kolejne płyty, ale to nie było to… I dokonałem świadomego wyboru.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: To jak rodzaj testu – co lubię i czego nie lubię. Dzięki temu, że jestem zaangażowany i potrafię mieć własne zdanie nie przestaję szukać. Czy to kwestia otwartości w poszukiwaniach i odwagi do zmiany?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Odwaga jest niezbędna, żeby coś zmienić. Kiedy wszystko się dobrze układa człowiek myśli: „Ale po co cokolwiek zmieniać”. Jest świetnie, pieniądze płyną szerokim strumieniem, mam stabilność, ale nie o to chodzi mi w życiu. Są wyższe wartości. Moim zdaniem wartości materialne muszą być podporządkowane tym niematerialnym, duchowym. Dopiero wtedy zaczynasz czuć się szczęśliwy i dostrzegać jakiś sens. Jeżeli podążamy wyłącznie za tym, co materialne, za kolejnymi osiągnięciami i kolejnymi nagrodami, dosięgnie nas uczucie pustki. Trzeba to mieć gdzieś w tyle głowy…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: W jaki sposób dotarło do Ciebie, czego nie chcesz? Patrzysz i widzisz jak wszyscy podążają w jednym kierunku, ale Ciebie to kompletnie nie przekonuje, trochę płyniesz pod prąd. Skąd wiesz, że nawet płynąc pod prąd nadal tworzysz coś ciekawego? Co Cię na przykład przekonało, żeby odejść z zespołu Bank?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Myślę, że można to nazwać głosem wewnętrznym.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: To rodzaj intuicji? Wsłuchiwanie się we własne, wewnętrzne „ja”?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Zawsze miałem wrażenie, że jestem jak narzędzie, którym w jakiś sposób coś kieruje. I to kieruje tak, że mnie się to podoba. Tak to czuję…
</p></blockquote>
<p><strong>Wywiad z Markiem Bilińskim (część 3)</strong></p>
<p>PORAŻKA JEST WLICZONA W SUKCES. TO OCZYWISTE, ŻE IM WYŻEJ SIĘ WSPINASZ, TYM TRUDNIEJSZY I BARDZIEJ BOLESNY BĘDZIE UPADEK.</p>
<blockquote><p>
WO: Przypominają mi się słowa Nelsona Mandeli, który powiedział, że nigdy nie przegrywał – albo wygrywał, albo się uczył. To wymaga wyższej filozofii i życiowej mądrości.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: I ogromnej odwagi, żeby coś takiego powiedzieć. Porażka jest wliczona w sukces. To oczywiste, że im wyżej się wspinasz, tym trudniejszy i bardziej bolesny będzie upadek.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Pomówmy o sukcesach i porażkach oraz o umiejętnościach i wiedzy, które zyskujemy dzięki niepowodzeniom. Jak postrzegasz samego siebie i innych? Czy jesteś otwarty na ocenę płynącą od ludzi, którzy twierdzą: „Cóż. Nie udało się. Nie poszło nam. Trzeba to zrobić inaczej”? Zapewne pojawiają się jakieś emocje, nie wszystkie są pozytywne. Może wściekłość, może niechęć? Wybór w sposób nieunikniony wiąże się z błędem. To jest ludzkie, naturalne i trzeba się z tym pogodzić. Jak sobie radzisz z porażkami?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Przy porażkach czas leczy rany. Po jakimś czasie warto się jednak przyjrzeć co z niej pozostało, zastanowić się czy da się coś zrobić, coś naprawić.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Kto może pomóc dobrze przejść przez taki okres? Najbliższa osoba? Zespół? W biznesie taką osobę nazywa się coachem albo mentorem. Czasami staje się nim przełożony, który pełni wówczas rolę swoistego zawodowego przyjaciela. Jak to wygląda w branży muzycznej? Kogo Ty szukasz? Czy poszukujesz wewnątrz czy na zewnątrz?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Ludzie dzielą się na ekstrawertyków i introwertyków. Ja najpewniej jestem introwertykiem, bo wszystko rozgrywa się w mojej głowie, od procesu twórczego po myśli i rozważania. Rozmawiam z żoną, ale to raczej ona uczy mnie jak komunikować z otoczeniem. Niestety, inicjatywa nie wychodzi ode mnie… To nie takie proste…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Ponownie wracamy do otwartości…
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Żona powiedziała mi kiedyś, że największą otwartość widać u mnie na scenie, przed publicznością. To jest jednak mimo wszystko inna relacja… a to dlatego, że cała muzyka rodzi się w mojej głowie. Zanim dany utwór ujrzy światło dzienne czeka mnie długi proces technologiczny. I wszystko bierze początek tu… w mojej głowie.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Myślę, że w tym co mówisz, podobnie jak w pracy menadżera, kluczowe znaczenie ma czas spędzany z samym sobą – trzeba usiąść i pomyśleć. Mieć odwagę powiedzieć samemu sobie „Nie potrzebuję zespołu”. W jaki stopniu zgadzasz się z tym stwierdzeniem? W dzisiejszych czasach towarzyszy nam takie niemal agresywne przekonanie, że kreatywność wymaga pracy kolaboratywnej. Osobiście głęboko wierzę we współpracę. Chociaż równocześnie jestem zwolennikiem podejścia „Po prostu usiądź i pomyśl”. W końcu mój mózg to całkiem niezły sparingpartner.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Jeśli chodzi o metodę „Usiądź i pomyśl”, to mój proces myślowy wcale nie musi dotyczyć wyłącznie spraw zawodowych. Mogę na przykład pomyśleć o książce, którą właśnie czytam. To forma ćwiczenia szarych komórek, dzięki której unika się automatyzmu. Miewam na przykład ciągle problem z brzmieniem, z tonacją. To są takie myślowe łamigłówki, które mam do rozwiązania. Teraz brzmi to tak, ale wolałbym coś innego, coś bym poprawił. Cały czas szukam jakichś rozwiązań. Zanim dotknę klawiatury albo sprzętu muszę dokładnie się zastanowić co właściwie mam zrobić.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Czy tylko takie względy bierzesz pod uwagę? Mówimy o źródłach inspiracji. W jakim stopniu podróże, krajobrazy, lokalna kuchnia lub zapachy, miejscowe zwyczaje mogą na nas wpływać lub inspirować nas do tworzenia rzeczy wyjątkowych, niezwykłych, odmiennych?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Moim zdaniem, gdy ktoś opowiada jak to wpadł na pomysł dzieła sztuki jedząc krewetki, to brzmi to jak banał… Podróże kształtują, ale do czasu. Ja w młodości też podróżowałem. Teraz, kiedy się nad tym zastanawiam, to widzę, że wszystko wskazuje iż dokonałem właściwego wyboru. Czuję się dobrze tu gdzie jestem i zawsze będę tu wracał.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Powiedziałeś: „Pomysły pojawiają się, gdy czuję się bezpieczny”. Jak z tych pomysłów udaje Ci się stworzyć coś, z czego jesteś wyjątkowo zadowolony? Jak wygląda proces ich selekcjonowania?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: Wyobraźnia nie zna granic i zawsze wykracza poza ramy gotowego produktu w postaci dźwięku albo frazy. Jest powiązana z oporem materii nieożywionej. Instrumenty i sprzęt mają swoje ograniczenia a to przecież materia nieożywiona. Zaprojektowali je genialni ludzie, ale ich myśl i talent też były ograniczone możliwościami i wytrzymałością danego materiału. Wszystko, co tworzymy ogranicza technologia. Szczególnie w mojej branży, czyli w muzyce elektronicznej. Każda komponowana przeze mnie kadencja harmoniczna, na początku bardzo szeroka i przestrzenna, zaczyna się zawężać. Stworzenie pojedynczego dźwięku, tonacji, frazy wymaga godzin poszukiwania.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Poruszasz również kwestię spójności – tematu, który jest mi bardzo bliski. Wydaje się, że spójności poszukuje się również w świecie korporacji – chcą jej odbiorcy, klienci – ale w organizacji nie zawsze łatwo ją osiągnąć. Brzmi atrakcyjnie, ale jest trudno osiągalna. Wymaga bowiem szerszego spojrzenia i sprawdzenia – jak z lotu ptaka – czy rzeczywiście wszystko składa się w jedną całość.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
MB: W tym wszystkim najgorszy jest subiektywizm. A tu potrzeba obiektywizmu, bo nie mnie ma się podobać końcowy efekt. Ta całość ma spełniać określone światowe standardy. Taki rezultat wymaga śledzenia międzynarodowych wzorców produkcji różnych gatunków muzycznych. Trzeba uważnie się wsłuchać i wyłuskać taki, do którego chcemy się zbliżyć. Nie ma na świecie dwóch ścieżek dźwiękowych, które brzmiałyby dokładnie tak samo. Każdy utwór wymaga indywidualnego podejścia. Najlepsi światowi producenci mówią, że do każdej nagranej ścieżki podchodzą tak, jakby ją nagrywali, miksowali albo masterowali po raz pierwszy….
</p></blockquote>
<p>Wywiad nagrany w grudniu 2016 r.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Passion2Value</b><span style="font-weight: 400;"> To koncepcja rozmów i projektów oparta o łączenie pasji i wartości z różnych dziedzin. Pracując w konkretnym środowisku, ćwicząc lub szkoląc się w innych pasjach, na przykład w sporcie, muzyce, można nauczyć się czegoś jako dyscypliny akademickiej, wykorzystując szerszą wiedzę i umiejętności, które były wykorzystywane gdzie indziej. Równocześnie można tworzyć wartościowe rzeczy i jednocześnie dobrze się bawić.</span></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Danielem Puchalskim</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/wywiad-z-danielem-puchalskim/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 28 Mar 2024 09:47:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=576</guid>

					<description><![CDATA[Wywiad z Danielem Puchalskim, byłym rugbystą, dwukrotnym zdobywcą Mistrzostwa Polski Seniorów (1. Liga). W lidze uplasował się na trzecim miejscu, zdobył Puchar Polski (w latach 1990) oraz Mistrzostwo Polski Weteranów (po zdobyciu mistrzostwa przez kolejne 20 lat utrzymał wicemistrzostwo). Studiował na Uniwersytecie Gdańskim, w Wyższej Szkole Biznesu i Administracji w Gdyni oraz na Uniwersytecie Społeczno-Humanistycznym SWPS w Warszawie. Obecnie zajmuje stanowisko Dyrektora Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL Polska.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2cd55f"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p style="text-align: center;"><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-833" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/logo-P2V.jpg" alt="logo P2V" width="261" height="277" /></p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-659 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Arbitre-1.jpg" alt="" width="1000" height="876" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Arbitre-1.jpg 1000w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Arbitre-1-300x263.jpg 300w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Arbitre-1-768x673.jpg 768w" sizes="(max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></p>
<p><span style="font-weight: 400;">copyright: M. Blachon</span></p>
<p>Wywiad z Danielem Puchalskim, byłym rugbystą, dwukrotnym zdobywcą Mistrzostwa Polski Seniorów (1. Liga). W lidze uplasował się na trzecim miejscu, zdobył Puchar Polski (w latach 1990) oraz Mistrzostwo Polski Weteranów (po zdobyciu mistrzostwa przez kolejne 20 lat utrzymał wicemistrzostwo). Studiował na Uniwersytecie Gdańskim, w Wyższej Szkole Biznesu i Administracji w Gdyni oraz na Uniwersytecie Społeczno-Humanistycznym SWPS w Warszawie.</p>
<blockquote><p>
WO: Stare brytyjskie przysłowie mówi: „Piłka nożna to dżentelmeński sport dla chuliganów, a rugby to chuligański sport dla dżentelmenów”. Po dziś dzień w krajach anglosaskich uważa się, że rugby to sport klasy wyższej, elity społecznej, uczniów prywatnych szkół. Dlaczego wybrałeś rugby?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
DP: W dzieciństwie poszukiwałem własnej drogi. Chciałem dojść do tego kim chciałbym zostać w dorosłym życiu, a także odnaleźć się w sporcie. Zawsze uważałem, że sport to ciekawe i przydatne zajęcie, które stawia nam wyzwania i daje poczucie spełnienia. Moja droga okazała się kręta. Zaczynałem jako piłkarz w Lechii Gdańsk, ale nie minęło po pół roku, gdy zrozumiałem, że to nie dla mnie. To był sport zespołowy, ale z każdym kolejnym etapem coraz bardziej wyczuwałem wyraźny indywidualizm w podejściu trenera i zawodników. Później grałem w koszykówkę i siatkówkę. Szkoła podstawowa to był okres, kiedy liczył się tylko sport. Ten czas przygotował mnie fizycznie na karate i rugby.</p>
<p>Rugby było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Już po pierwszym treningu wiedziałem, że nie liczy się dla mnie żadna inna dyscyplina. Stało się tak z kilku powodów. Drużyna rugby to grupa ludzi, którzy wspierają się zarówno na boisku jak i w życiu. Zdarza się, że najlepszy przyjaciel ostro kontruje podczas sesji treningowej a po jej zakończeniu podaje ci rękę i jeżeli podczas gry coś zawaliłeś omawia twoje błędy. Szacunek obowiązujące nie tylko w zespole. Każdego zawodnika rugby, od samego początku, uczy się szacunku do sędziów, trenerów, kibiców i do przeciwników. Szacunek i przyjaźń to w rugby dwie podstawowe zasady.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Rugby to sport rodzinny. Trybun na stadionie nie dzieli się między kibiców gości i gospodarzy. Po meczu wszyscy spotykają się na trzecią połowę. Brzmi tajemniczo. O co dokładnie chodzi?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
DP: Ta tradycja to w rugby świętość. Trzecia połowa to po prostu piknik organizowany po meczu dla obu drużyn, czasami również ich rodzin i kibiców. Wymieniają się uwagami o ostrzejszych zagrywkach, wspólnie piją piwo i się bawią, zwłaszcza, że się dobrze znają. Rozchodzimy się pokojowo, aby w kolejnym meczu znów dać z siebie wszystko.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Gra w rugby rozwija wiele pozytywnych umiejętności. Co z tego czego nauczyłeś się na boisku wpływa na Twoje codzienne życie?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
DP: Rugby dało mi szansę na rozwijanie takich umiejętności jak wielozadaniowość, refleks czy wreszcie odporność fizyczna i psychiczna. Oczywiście nie tylko rugby budowało mój charakter. Ważne było też wychowanie odebrane od rodziców i inne życiowe historie, które zmieniły moje podejście.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Jak to ze sobą powiązałeś?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
DP: W moim przypadku to było rugby i buddyzm.
</p></blockquote>
<blockquote><p>
WO: Te umiejętności bardzo się liczą nie tylko w życiu prywatnym, ale i w sytuacjach zawodowych. Szacunek, przyjaźń, refleks z pewnością są pomocne w byciu liderem. Czy pomagają Ci teraz, na stanowisku wykonawczym i jako członkowi zespołu?
</p></blockquote>
<blockquote><p>
DP: Przez wiele lat okazywałem szacunek kolegom z drużyny i przeciwnikom. Dzięki temu wypracowałem zdrowe podejście do biznesu, które właśnie teraz stosuję, tzn. traktuję partnerów biznesowych jak ludzi, szanuję ich działania i ich czas. Tolerancja, szacunek do drugiego człowieka i wytrwałość to wartości, które przenosi się do życia zawodowego. Cechy charakteru, które wypracowałem dzięki ciężkiej pracy na boisku a następnie dostosowałem do życia zawodowego, sprawiają, że ludzie chcą ze mną współpracować. Nie jest to wyłącznie kwestia wysokiej jakości usług; to kwestia uczciwości w pracy. W drużynie rugby nieszczerość i fałszywe koleżeństwo rozpoznaje się od razu. Jeżeli nie wypracujesz cech charakteru, jakich oczekuje się od zawodnika rugby, musisz pożegnać się z zespołem.
</p></blockquote>
<p>Niektóre aspekty rugby można przyrównać do negocjacji w życiu zawodowym. Rugby jako dyscyplinę wyróżnia zasada, że piłkę można podać jedynie do tyłu; w przód można wykonać wyłącznie kopnięcie. W trakcie negocjacji musimy czasami „zmylić” przeciwnika, dając do zrozumienia, że coś odpuszczamy (podajemy piłkę do tyłu), chociaż strategia (ruch) świadomie zakłada z wyprzedzeniem włączenie oponenta w działanie, na którym może stracić. Takie zagranie może ostatecznie okazać się krokiem do zwycięstwa. Istnieje oczywiście wyraźna granica między zdrową i uczciwą manipulacją a oszustwem, na którym ani w życiu zawodowym ani w rugby nie ma miejsca. Chyba, że ktoś ma inne zdanie, ale to już chyba temat na inną rozmowę…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Passion2Value</b><span style="font-weight: 400;"> To koncepcja rozmów i projektów oparta o łączenie pasji i wartości z różnych dziedzin. Pracując w konkretnym środowisku, ćwicząc lub szkoląc się w innych pasjach, na przykład w sporcie, muzyce, można nauczyć się czegoś jako dyscypliny akademickiej, wykorzystując szerszą wiedzę i umiejętności, które były wykorzystywane gdzie indziej. Równocześnie można tworzyć wartościowe rzeczy i jednocześnie dobrze się bawić. </span></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Komunikacja</title>
		<link>https://waldekolbryk.com/komunikacja/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin@ediso.pl]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 28 Mar 2024 09:41:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[BLOG]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://waldekolbryk.com/?p=570</guid>

					<description><![CDATA[]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
		<div id="fws_69e738c2ce42c"  data-column-margin="default" data-midnight="dark"  class="wpb_row vc_row-fluid vc_row"  style="padding-top: 0px; padding-bottom: 0px; "><div class="row-bg-wrap" data-bg-animation="none" data-bg-animation-delay="" data-bg-overlay="false"><div class="inner-wrap row-bg-layer" ><div class="row-bg viewport-desktop"  style=""></div></div></div><div class="row_col_wrap_12 col span_12 dark left">
	<div  class="vc_col-sm-12 wpb_column column_container vc_column_container col no-extra-padding inherit_tablet inherit_phone "  data-padding-pos="all" data-has-bg-color="false" data-bg-color="" data-bg-opacity="1" data-animation="" data-delay="0" >
		<div class="vc_column-inner" >
			<div class="wpb_wrapper">
				
<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
	<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;">Komunikacja to sztuka </span><span style="color: #000000;"> – jest sposobem przekazywania wiadomości, od najwyższego do najniższego szczebla, od firmy do klienta i </span><span style="color: #000000;">…</span><span style="color: #000000;"> ODWROTNIE, a także między ludźmi.</span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;"><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-594 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/heli1.jpg" alt="" width="502" height="648" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/heli1.jpg 502w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/heli1-232x300.jpg 232w" sizes="(max-width: 502px) 100vw, 502px" /><em>Rysunek, copyright M. Blanchon</em></span></p>
<p align="CENTER"><em><span style="color: #000000;">„Przedstaw mi własny punkt widzenia a potem ja Ci go przedstawię”</span></em></p>
<p align="CENTER"><em><span style="color: #000000;"><b>Edward de Bono</b></span></em></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><b>Zarządzanie zapotrzebowaniem </b></span><span style="color: #000000;"><b>(ang. demand management)</b></span><b> </b><span style="color: #000000;">oraz sama komunikacja – trzeba wiedzieć jak wspierać innych i czego się domagają. Zabieraj głos, słuchaj i stawiaj na współtworzenie. W przeciwnym razie współpraca nie zadziała. Rozczarowanie pojawi się szybciej niż myślisz. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">Warto zawsze zastanowić się jak rożny może być poziom posiadanej wiedzy – zadawaj pytania, miej odwagę przyznać, że możesz czegoś nie wiedzieć. Dla mnie ten rodzaj odwagi stanowi część etyki zawodowej. </span></p>
<table border="1" width="604" cellspacing="0" cellpadding="7">
<tbody>
<tr>
<td valign="TOP" width="588">
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;">Nie wiem czego nie wiem</span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;">Nie wiem co wiem</span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;">Wiem czego nie wiem</span></p>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-593 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/chmura.jpg" alt="" width="570" height="397" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/chmura.jpg 570w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/chmura-300x209.jpg 300w" sizes="(max-width: 570px) 100vw, 570px" /></span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;">Komunikacja pozioma i pionowa</span></p>
<p align="CENTER">„<i>To ważne nawet na niższym szczeblu</i>, <em><span style="color: #000000;">na którym chcemy wpływać na ludzkie zachowania: pracownicy są bardziej zaangażowani jeżeli widzą, że ich prosta praca kształtuje szerszą perspektywę”</span></em></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #222222;">Edmund Lewinski – Prezes Philips Lighting, Polska</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;">KOMUNIKACJA – MODEL CHOINKI</span></p>
<table border="1" width="604" cellspacing="0" cellpadding="7">
<tbody>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">KIEROWNICTWO</p>
</td>
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">MISJA I WIZJA</p>
<p align="JUSTIFY">WSPÓLNE WSKAŹNIKI</p>
</td>
</tr>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">JEDNOSTKA ORGANIZACYJNA</p>
</td>
<td rowspan="3" width="287">
<p align="JUSTIFY">REALIZACJA STRATEGII KWARTALNEJ</p>
</td>
</tr>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">REGION</p>
</td>
</tr>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">REJON</p>
</td>
</tr>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">PROJEKT</p>
</td>
<td rowspan="2" width="287">
<p align="JUSTIFY">DZIAŁANIA OPERACYJNE</p>
<p align="JUSTIFY">TYDZIEŃ – KWARTAŁ</p>
</td>
</tr>
<tr valign="TOP">
<td width="287">
<p align="JUSTIFY">PRACOWNIK</p>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="CENTER"><b><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-595 size-full" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Piramida1.jpg" alt="" width="726" height="496" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Piramida1.jpg 726w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/03/Piramida1-300x205.jpg 300w" sizes="(max-width: 726px) 100vw, 726px" />*****</b></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: large;"><b>JAK PRACOWAĆ</b></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;">Mniej znaczy więcej </span><span style="color: #000000;">– zdarza się, że decydujące znaczenie w naszej pracy ma skupienie się na tym co najistotniejsze. Dzięki temu sprawniej komunikujemy z innymi oraz zyskujemy szansę na zrozumienie głównego przekazu. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">80-20 – zasada Pareto (znana również jako reguła 80-20, prawo kluczowych nielicznych lub zasada rzadkości czynników), według której mniej więcej 80% skutków wielu zdarzeń wynika z zaledwie 20% przyczyn. Zasadę tę zaproponował Joseph M. Juran, konsultant w dziedzinie zarządzania biznesowego. Określił ją nazwiskiem włoskiego teoretyka ekonomii, Vilfreda Pareto, który w 1906 r. zauważył, że 80% gruntów we Włoszech znajdowało się w posiadaniu 20% społeczeństwa. Sam Pareto wypracował opisywaną zasadę dostrzegając, że 80% wszystkich ziaren grochu hodowanego w jego własnym ogrodzie znajduje się w zaledwie 20% strąków. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">Jest to prosta reguła praktyczna, powszechnie stosowana w biznesie. Na przykład zakłada się, że „80% wyników sprzedaży jest generowane przez 20% klientów”. Matematycznie rzecz biorąc wraz z regułą 80-20 występuje zasada rozkładu potęgowego (określanego również jako rozkład Pareto) konkretnego zbioru parametrów. Wykazano empirycznie, że taki właśnie rozkład pojawia się w przypadku wielu zjawisk naturalnych. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">Zasady prostoty – aby stworzyć coś, co ma moc, należy się przygotować i poświęcić trochę czasu przed przystąpieniem do działania. Po prostu się przygotuj. To się opłaci! </span></p>
<p align="CENTER">„<i>Nie miałem czasu na napisanie krótkiego listu, więc napisałem długi.”</i></p>
<p align="CENTER"><b>Mark Twain</b></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">„Elevator sales pitch” czyli dosłownie „windowa prezentacja sprzedażowa” to krótkie i zwięzłe wystąpienie, wykorzystywane do szybkiego i prostego scharakteryzowania osoby, zawodu, produktu, usługi, organizacji bądź wydarzenia oraz związanej z nimi propozycji wartości. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">Wolno znaczy szybko – osiągnięcie trwalszych rezultatów wymaga czasu. </span><span style="color: #000000;">Na tym polega paradoks wyników kwartalnych i długofalowego planowania. No bo jak właściwie można budować relacje z kierownictwem kiedy całą naszą uwagę pochłaniają właśnie zestawienia za dany kwartał? </span><span style="color: #000000;">Jednym ze sposobów jest ciągłe doskonalenie z wykorzystaniem podejścia zwinnego (ang. „agile”), opartego na wsłuchiwaniu się w głos klientów i zespołu. </span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;">„<i>Nie spiesz się i pomyśl – niech mózg popracuje.”</i></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #000000;"><b>Jan Johnsson – Starszy Dyrektor ds. Rozwoju, Skanska</b></span></p>
<p align="CENTER"><img decoding="async" class="wp-image-1034 size-full aligncenter" src="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/image002.jpg" alt="" width="447" height="597" srcset="https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/image002.jpg 447w, https://waldekolbryk.com/wp-content/uploads/2024/04/image002-225x300.jpg 225w" sizes="(max-width: 447px) 100vw, 447px" /></p>
</div>




			</div> 
		</div>
	</div> 
</div></div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
